2012 – Nr 65 – Gazetka na Dzień Matki – cz. III – W Galerii Włocławskiej

2012 – Nr 65 – Gazetka na Dzień Matki – cz. III – W Galerii Włocławskiej – archiwalna z 31 maja 2012 roku

 

Kolejna część relacji o wspaniałym weekendzie, fajansie i tym co najcenniejsze, czyli ludzkiej życzliwości. Zapraszam Was do GALERII WŁOCŁAWSKIEJ 🙂

Ponownie zwiastun jest jakby z innej bajki, czyli kilka moich wicków podczas zbiórki w Falbowie,

Fot. 1

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

2012 – NR 65 – GAZETKA NA DZIEŃ MATKI – cz. III – archiwalna z 31 maja 2012 roku

 

Kochani, ostatnia część relacji trochę się opóźnia. Długo
przebierałam zdjęcia, bo zrobiłyśmy ich mnóstwo. Zresztą sami wiecie, że są różne sprawy. Urlop się skończył, więc czasu jest mniej.  Tym milej będzie jeszcze powspominać mój weekendowy Dzień Matki.

 

Dziś opiszę sobotę. Dotychczas widzieliście w tym dniu posiłki i fontannę przed Multi-kinem. Jednak najważniejszym planowanym punktem programu miał być odbiór trzech dużych wazonów, które dawno temu kupiłam w drugiej ulubionej galerii tego miasta. To Galeria Włocławska, która mieści się na ulicy Płockiej nieopodal miejsca znanego wszystkim Polakom. Tak, macie rację. To jest właśnie to co Wam się kojarzy: tama, przy której zatopiono Księdza Jerzego Popiełuszkę. Jednak nie zapraszam Was w to tragiczne miejsce. Nie dziś. Ten wyjazd to seria samych przyjemności i tego się trzymajmy.

 

Na pierwszym zdjęciu są obydwaj Panowie z Galerii. To dzień zapoznania się w realu rok temu. Kiedy byłam u Króla po raz pierwszy w 2010 roku, jeszcze ich nie znałam wcale, więc wtedy nie podjechałam. To się stało miesiąc później. Przemiły kontakt mailowy i telefoniczny. Bardzo piękne deseczki fajansowe o oryginalnych wzorach… Tak się zaczęło. A poznaliśmy się na żywca dopiero w marcu ubiegłego roku

Fot. 2

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

W tą sobotę Pan Kazimierz był nieobecny, więc gościł nas Pan Krzysztof. Zauważyłam dziwną rzecz. Często kupuję fajans we Włocławku, a większość sprzedawców nosi właśnie to imię. Czy to w gwiazdach jest zapisane, że Krzysztofowie tego miasta kochają fajans? A może jest inaczej? Może tutaj połowa mężczyzn nosi właśnie to imię?  W każdym razie rzuciło mi się to w oczy, kiedy przychodzą na allegro dane sprzedawców.
Wróćmy do galerii. Nie jest tak duża jak Stary Świat. Jest na uboczu. Można przejechać nie zauważając jej.

Fot. 3

 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

A szkoda, bo wewnątrz są piękne przedmioty. Wrzuciłam sporo zdjęć.

Fot. 4

 

Meble, obrazy,

Fot. 5,6

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

 

butelki z dawnych czasów,

Fot. 7

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

przedmioty domowego użytku z drewna,

Fot. 8

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

młynki, porcelana,

Fot. 9

 

dzwonki,

Fot. 10

 

cudne lalki,

Fot. 11

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

rzeźby Stanisława Zagajewskiego… i fajans,

Fot. 12

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

fajans,

Fot. 13

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

i jeszcze raz fajans…

Fot. 14

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 


Zanim przejdę dalej, zatrzymajmy się przy glinianych rzeźbach Zagajewskiego. Zwróciłam na nie uwagę już u Króla podczas pierwszej wyprawy. Sami zobaczcie, że stylem nie przypominają niczego co dotychczas widzieliście. Zagajewski to nieżyjący już uznany rzeźbiarz prymitywista. Zafascynowany gliną. Związany głównie z Warszawą i Włocławkiem. W internecie można o nim niejedno znaleźć. Włocławek o nim pamięta, nawet jedna z ulic nosi jego imię. W pierogarni, którą Wam już opisywałam, też wypatrzyłam jedną z jego małych rzeźb.

Fot. 15

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Tak więc Włocławek od dziś może Wam się kojarzyć coraz ciekawiej: tama, Ks. Jerzy, fajans, ludzie pozytywnie zakręceni na punkcie piękna i Zagajewski…

 

Wracam do relacji z soboty. Jak wiecie kończę zakupy. Nie weszłam wcale do Starego Świata, w drugiej galerii uprzedziłam, że tylko odbieram wazony, bo planując wyprawę do Włocławka zatrzymałam swego czasu ich wysyłkę. Jednak Panowie z galerii i tak zatrzymali dla mnie rzeczy, których kiedyś poszukiwałam, żebym chociaż popatrzyła.  Wiecie, to takie miłe, gdy komuś kojarzycie się, że jest coś co Wam sprawiłoby przyjemność.


Wchodząc do galerii powiedziałam, że chętnie popatrzę na fajans. Pomyślałam, że trzymam się dobrze, więc nie powinnam zbyt zaszaleć.

Fot. 16

 

I rzeczywiście wybrałam tylko jeden maleńki wazonik ze wzorem, który skupuję dla Marysi. Zwróciłam uwagę na dwa wazony na przyszłość. Sfotografowałam je tylko.

Fot. 17

 

Tymczasem Pan Krzysztof przyniósł pierwszą skrzyneczkę z fajansem odłożonym dla mnie. Co tam było? Kinkiet, lampka stołowa projektu Wita Płażewskiego, mały młynek do pieprzu, ukochany wazonik Zawadiaka i mały wicek. Rzuciłam się na Zawadiakę, skusiłam na młynek. Pan Krzysztof zaś od razu oznajmił, że wicek to prezent od Nich dla mnie. To egzemplarz kolekcjonerski o nazwie “minus jeden”. Powiedział, że istnieją nawet jeszcze mniejsze.

Fot. 18

 

Teraz wyjaśnię Wam co to jest WICEK.
To wazony z pokrywką. Zafascynowała mnie nazwa. Bardzo dziwna dla mnie, a jedynie słuszna dla fachowców znających się na fajansie włocławskim. Czy tylko tutaj funkcjonuje? Nigdy nie spytałam o historię tej nazwy. W internecie znalazłam wzmiankę o niemieckiej firmie. Czy stąd to słowo? Firma Merkelbach&Wick działała w miasteczku Grenzhausen jeszcze w XIX wieku. Produkowała m.in. kufle z pokrywkami, potem kamionkę. Może ktoś przeflancował uproszczone słowo do Włocławka na produkty przypominające tamte? A może jakiś pracownik z tamtej wytwórni trafił do Włocławka i żartobliwie tak nazywano jego lub to co robił? Lubię dociekać. Jeżeli kiedyś się dowiem, to Wam napiszę.

 


Po przyjeździe do domu zrobiłam dla Was zdjęcie serii wicków. Postawiłam ich pięć według wielkości. Trzy z nich przywiozłam z tej wyprawy. Pierwszy od lewej, najmniejszy to ten nowy kolekcjonerski “minus jeden”. Kolejny jest chyba najbardziej popularny. Ma bez kapelusza 25 cm wysokości. Przypadkiem mam ich bardzo dużo, bo często były w zbiorówkach, które kupowałam. Trzeci to już bardzo efektowny duży wazon, który z pewnością zwraca uwagę na siebie. Czwarty przywiozłam teraz od Króla. Już zasługuje na przymiotnik “olbrzymi”. Jednak ostatni jest mega-… Ma ponad 60 cm bez kapelusza. Nie mam na razie większych w kolekcji.

Fot. 19

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Wróćmy do galerii. My oglądamy, a Pan Krzysztof szykuje moje wazony do transportu. Możecie je zobaczyć na tej fotce. Brązowy wicek dla Marysi, a niebieskie cudo z uszami dla mnie. Trzeci jest mega, czyli ponad 60 cm. Nie zrobiłam mu oddzielnej fotki. Ale zobaczycie go dalej też.

Fot. 20

 


Po pewnym czasie Pan Krzysztof oprócz pozdrowień przekazał mi kolejny prezent od Pana Kazimierza: komplet pocztówek z fajansem włocławskim. Nie spodziewałam się, że to nie koniec objawów sympatii…
Pan Krzysztof pokazywał mi wiele ciekawych sygnatur i przedmiotów, traktując mnie jako pozytywnie zakręconą kolekcjonerkę. Na koniec zademonstrował mega – wazon pewnej Pani, która musi pozbyć się całej kolekcji, bo została w majestacie prawa wyrzucona z mieszkania zajmowanego przez jej rodzinę od dziewięćdziesięciu lat. Pojawił się spadkobierca żydowskich właścicieli i kobieta wylądowała na bruku. Została przyjęta litościwie pod dach w rodzinie, ale gościnność nie objęła rzeczy.
Dobrze znam te klimaty, bo co prawda nie potomkowie Żydów, ale PRL-owscy kombinatorzy wyślizgali moją Mamę z mieszkania zakładowego po sześćdziesięciu latach od przydziału. Tym razem jednak eksmisja nie odbyła się na bruk, bo administracja ze względu na rażące matactwa prawne została przez sąd zmuszona do przydzielenia Mamie lokalu zastępczego. Na 10 metrach kwadratowych nie pomieści się dorobek życia. Nie umiała sprzedać, ja w tym czasie bardzo długo chorowałam i nie chodziłam, więc nie zabrałam ze starego domu nawet jednej rzeczy. Mama wzięła tylko jeden komplet mebli i swoje kolekcje porcelany. Wszystko zostało…

Spójrzcie na te fotki.

Wazon staruszki jest ze złoceniami i pokrywką.

Fot. 21

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

To celna pokusa…

Przeżywam straszne katusze, bo wazon mi się podobał, a przecież miałam nic nie kupować. Pan Krzysztof zasugerował raty… Z godzinę próbowałam bezskutecznie dodzwonić się do Włodka. Zapytałam w końcu Marysię jak to widzi. Odparła, że spodziewa się, że kupię ten wazon. Nie mogłam więc zrobić dziecku zawodu 🙂


Tymczasem Pan Krzysztof przyniósł kolejny mega- i zapytał czy mi się podoba. Tak, oczywiście, że podoba. No bo postanowili z Panem Kazimierzem… dać mi go w prezencie. Zamieniłam się w słup soli jak żona Lota…. Usłyszałam wiele ciepłych słów. Wygląda na to, że Panowie polubili szaloną Falbankę…

Fot. 22

 

Na kolejnym zdjęciu siedzę przed domem z trzema przywiezionymi mega- wazonami. Ręką trzymam ten kupiony przypadkiem w sobotę, środkowy kupiłam dawno temu, a ten przy torbie to drobna pamiątka półtorarocznej znajomości z Panami z drugiej Galerii.

Fot. 23

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Zanim pokażę Wam plon wyjazdu, wróćmy jeszcze na chwilę do galerii Panów Krzysztofa i Kazimierza. Jeszcze kilka regałów z fajansem. Panowie KK&KK mają żelazną zasadę – sprzedają wyłącznie fajans bez defektów. Ja nie jestem aż tak rygorystyczna. Łapię na allegro również rzeczy uszkodzone jeżeli wymyślę jakieś sprytne zastosowanie.

Fot. 24

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Wyżej była zastawa stołowa, niżej zobaczycie świeczniki i wazoniki…

Fot. 25

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Teraz solniczki, dzbanki i jeszcze talerze. Pośrodku szkatułki i skrzynki z fajansu. Ja osobiście używam szkatułki do porcjowania galarety w święta. Pudełeczka z pokrywkami świetnie układają się w lodówce, a na stole prezentują się fantastycznie.

Fot. 26

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Na szafie stoją mega-wazony. Sfotografowałam je specjalnie, żeby móc Wam się pochwalić , że takie okazy już mam.

Fot. 27

 

Ostatnim zdjęciem z tej galerii niech będzie waga. Zobaczcie jak kiedyś dbano o piękno przedmiotów codziennego użytku. Na allegro możecie obejrzeć cudnie rzeźbione egzemplarze: syreny, ptaki… no po prostu wypas.

Fot. 28

 


Pod koniec tej części relacji z fajansowej wyprawy jest jeszcze jedna fotka. Położyłam na moim już ganku prawie wszystkie drobiazgi spoza allegro, które tym razem kupiłam we Włocławku lub dostałam w prezencie od Właścicieli obu galerii. Są tam wazoniki Zawadiaki. Kiedyś obiecałam Wam gazetkę na ich temat, bo kilka razy Wam je już pokazywałam w różnych odsłonach. Zwróćcie uwagę na zieloną rurkę przy zalipiańskim kwiatku. To wazon z firmy Wallendorf. Porcelana malowana prawdziwym złotem. Wartość takiego wazonu jest trzycyfrowa. Znacie je już z gazetek świątecznych. Nie kupiłam go. Dostałam w prezencie od Króla. Ten wazon nie dojechał do Starego Świata w całości. Został stłuczony w transporcie, bo niefrasobliwość pakujących bywa wstrząsająca. Na wieść o tym poprosiłam o skorupki gdyby nie były jeszcze wyrzucone. Tymczasem w galerii wazonik z zegarmistrzowską precyzją został zrekonstruowany i teraz będzie mnie cieszył przez lata.

Fot. 29

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 


Ponieważ prosiliście, to obiecałam pokazać Wam jeszcze te dwa przedmioty, które kupiłam teraz w Starym Świecie. Skrzynia (wys. 14 cm x 21 cm x 12,5 cm) jest dla Marysi, a wazon (wys. 33 cm) dla mnie.

Fot. 30,31

 

 

Ta część relacji miała być ostatnia. Jednak bardzo się rozpisałam. Będziemy więc mieli okazję kolejne wrażenia z Włocławka znaleźć w kolejnej gazetce. Może dzięki temu będzie Wam łatwiej przebrnąć przez gąszcz fotek i wątków. Zapraszam więc na następną relację… 🙂