2014 – Nr 168 – Małe Betlejem, czyli Domek Świętej Rodziny – cz. I

2014 – Nr 168 – Małe Betlejem, czyli Domek Świętej Rodziny – cz. I

 

Edycja:

Gazetka archiwalna z 31 lipca 2014 rozpoczyna cykl relacji z budowy i wyposażania kapliczki. Dwie gazetki są bez fajansu, pozostałe aż od niego kipią.

 

Konia Trojańskiego zbudował Odyseusz.

Po wojnie wracał do swojego domu przez dziesięć lat…

 

My dłużej. Wojna skończyła się siedemdziesiąt lat temu, a Falbanka znalazła dach nad głową dopiero trzy lata temu (2011). Nie będę opisywać tułaczki, bo chcę radować się tym, co jest teraz. W życiu człowieka jest tak, że gdy Pan Bóg znajduje się na właściwym miejscu, to niebawem wszystko znajduje się na swoim miejscu.

 

Kiedy kupiliśmy obecne siedlisko, pierwszą inwestycją miało być postawienie kapliczki. Nie udawało się z różnych powodów. Wreszcie postanowiliśmy, że musimy zmobilizować się maksymalnie, ale domek dla Świętej Rodziny musi powstać w tym roku. Dwa tysiące lat temu mieszkali w Nazarecie, ale jakiś czas w Betlejem i w Egipcie. Pora najwyższa, by zamieszkali też w naszej wsi. Tak by można było zajść do nich po sąsiedzku i zagadać. Tak zwyczajnie. Opowiedzieć o przypalonym obiedzie, o bolącej głowie, o radości z wnuka. Poprosić o radę, wyżalić się, podzielić sukcesem… Tak przecież było i w Nazarecie, i w Betlejem. Tak było wszędzie, gdzie Święta Rodzina przebywała. Ludzie lgnęli do nich, bo byli otwarci na wszystkich. Każdego uszanowali, powitali, pocieszyli.

 

 

Może to dziwne, ale miałam przed oczami od początku wizję tego domku. Niektórzy myśleli, że zbudujemy zwykłą kapliczkę, inni, że grotę z kamieni. Ja jednak niezachwianie twierdziłam, że to będzie domek bez żadnych ścian. A figura stanie na cokole od studni. Nikomu ten pomysł się nie podobał. Ja trwałam przy nim konsekwentnie.

 

Zapraszam do opowieści o powstawaniu MAŁEGO BETLEJEM.

 

Fot. 1

 

Na zdjęciu figura, która tyle lat czekała na swój dach nad głową.

 

2014 – nr 168 – MAŁE BETLEJEM, czyli DOMEK ŚWIĘTEJ RODZINY – cz.I

 

Kształt domku wypatrzyłam w Zalipiu obok Domu Malarek. Altanka wsparta na czterech słupach, wymalowana w zalipiańskie kwiaty…

 

Dodałam jeszcze dwa słupy, bo przecież kwiaty kwiatami, ale w naszej kapliczce jeszcze będą ozdoby z fajansu włocławskiego. Jakżeby inaczej, skoro w naszym domu jest kilka ton fajansu, a ja noszę z dumą tytuł królowej wnętrz fajansowych.

Przypominam Wam altankę z Zalipia.

 

Fot. 2

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Bardzo chciałam, żeby zbudował nam kapliczkę nasz Majster Główny, ale nie mogliśmy się zgrać.

W końcu rzutem na taśmę zamówiliśmy altankę w znanej w okolicy i nawet samemu Włodkowi firmie.

To profesjonaliści, często realizują bardzo poważne zamówienia na całe cykle obiektów turystycznych.

A przecież ja zamawiałam budowlę bardzo nietypową. Ciężko nam było się dogadać, bo nie znam słownictwa fachowego. Musieli mi pokazywać na deskach o co pytają, a i tak nie zawsze odpowiedziałam sensownie.

 

Fot. 3

Choćby o włos, a nie byłoby sześciu słupów, tylko cztery. Ale na szczęście w porę zorientowałam się, że podajemy inne liczby materiału na fundamenty. Bo nasza altanka nie trzyma się na dołach z cementem, tylko stoi na specjalnych blokach fundamentowych.

 

Fot. 4,5

Zwróćcie uwagę na dół studni. Trzy lata temu pomalowałam go szablonem malarskim i wciąż było mi wstyd, że tak zrobiłam. Uwielbiam chełpić się wszystkimi nawet nieporadnymi próbami własnej twórczości. Tak więc przypadkowa fotka przypomina stan miniony. W kolejnych gazetkach zobaczycie jak sobie poradziłam.

 

Fot. 6

No i fotki z więźbą dachową. Każda przecięta belka od razu jest smarowana impregnatem. Jest ciemnobrązowy.

A przecież część altanki ma być jasna. Bajkowy dom marzeń przecież też jest dwukolorowy i mają te budynki do siebie pasować. Musieliśmy więc znaleźć środek do impregnacji z filtrem, ale nie na bazie oleju.

 

Fot. 7,8

Kolejny etap to krycie dachu. Na zdjęciach tego nie widzicie, ale budowa trwała podczas fatalnej pogody, większość w deszczu. To nie była przyjemność…

 

Fot. 9,10,11

Obydwa budynki kryliśmy płytami z asfaltu. To ondulina. Tym razem mamy ten sam kolor, też asfalt, ale to karpiówka, czyli dachówka karpia łuska. To mięciutkie pasy termozgrzewalne, a klei je po prostu słońce. Układa się je na deskach albo na płycie, ale nam zależy na ładnym suficie, więc deski.

 

Fot. 12,13,14

Starym zwyczajem czas na wiechę 🙂

Flaszki nie było z powodu naszych przekonań.

 

Fot. 15,16

Teraz to, na co czekałam najbardziej.

Boki i szczyty.

Od środka są półki, na których urządzę ołtarzyki boczne i postawię ozdoby.

Na zewnątrz będą malowidła zalipiańskie.

 

Fot. 17,18

 

Teraz tył altanki. Na drugim zdjęciu widać kratę, ale o niej napiszę w następnej gazetce.

 

Fot. 19,20

Front ma być podobny do tego z domu mieszkalnego.

Czy to widać na tej fotce?

 

Fot. 21,22,23

 

Budowlaną część gazetki zakończymy w tym momencie.

A pro po: dół studni już nie straszy!!!

 

Fot. 24,25

A teraz będę pokazywać kolejne prace towarzyszące. Zacznijmy od elektryfikacji. Od lat kable były poprowadzone na tą chwilę. Teraz tylko trzeba było wszystko połączyć. My takich rzeczy robić nie potrafimy. Poratował nas Sąsiad.

 

Fot. 26,27,28

Sąsiad zamontował trzy lampy. Punktową, boczny kinkiet i zwis.

Jednak zasugerował, że lepszy byłby kilku żarówkowy żyrandol. Wzięłam to sobie do serca.

Na zdjęciu poniżej widać kinkiet i zwis.

 

Fot. 29

Tu widać punktowe światło halogenowe, które zapalamy na noc. To nie jest oryginalna lampka. Ktoś wcześniej wpadł na pomysł użycia puszki fajansowej jako puszki elektrycznej. Tak więc miała już kilka otworów na kable i pasowała idealnie jako osłona

 

Fot. 30

A na kolejnej fotce piękny żyrandol, który błyskawicznie dosłano mi z Włocławka z Galerii Płockiej (Pana KK). Sześcioramienny, z krótkimi fajkami. Projekt Antoniego Bisagi. Sąsiad nieźle się musiał nagimnastykować, żeby go uzbroić. Wbrew pozorom to nie jest proste przy lampach fajansowych. Niebywale łatwo każde naprężenie skutkuje pęknięciem którejś części. A fajans swoje lata ma i wewnętrznych szczelin nazbierał. Póki co jednak wszystko się udało.

 

Fot. 31

Zapraszam do kolejnych odcinków.