2015 – Nr 193 – Dzień bez fajansu zakończony rowem

 

gazetka opublikowana 1 lutego 2015 roku

Przerwę serię prezentacji fajansu, bo dawno nie pisałam nic o życiu. A przecież szalona Falbanka miewa różne pomysły. Choćby wczoraj rano zobaczyłam w Internecie, że w Muzeum w Opocznie kończy się właśnie wystawa czasowa. Za chwilę już byliśmy w samochodzie. Od paru miesięcy zebrało mi się więcej tematów, ale dziś napiszę tylko o tym jednym dniu. Jest o czym, bo potem pojechaliśmy na koncert jedynie słuszny 🙂

Następna gazetka będzie znowu fajansowa, może tak być?

Zdjęcie jest z muzeum, a nie bez powodu w jego centrum jest kogut, którego pieszczą wszystkie dzieci podczas zwiedzania. Jeszcze kilka zobaczycie w tej gazetce, a niedługo w blogu zanotujemy inwazję okazów tego gatunku 🙂

Fot. 1

2015 – Nr 193 – DZIEŃ bez FAJANSU ZAKOŃCZONY ROWEM

Oczywiście tytuł jest nie do końca prawdziwy, bo kilka fajansów na allegro kupiłam, ale to nie jest powód do ogłaszania fajansowego święta, ani do wpisywania takich drobnych zdarzeń do bloga. Wręcz przeciwnie, byłoby o czym pisać, gdybym rzeczywiście na allegro nawet nie zajrzała. Ale na to, jeszcze jakiś czas, szanse są niewielkie. A o jakim rowie wspominam? Otóż zrobiłam wczoraj około 200 kilometrów. Od kilku dni odnoszę wrażenie, że gorzej trzymam się szosy. A to jest na zimę najlepszy samochód jakim kiedykolwiek jeździłam. Czy mam za mocno napompowane opony? Coś jest nie tak. No i w końcu stało się. W nocy, pół kilometra od domu, spadłam z szosy. Rów nie był głęboki. To las, ale na drzewo nie wpadłam. Niestety, wryłam się w miękkie podłoże. Mąż poszedł do domu po samochód i hol. Ja czekałam. Mijało mnie wiele samochodów i nawet rowerzysta. Nikt się nie zatrzymał. A gdyby to był poważniejszy wypadek? Kierowca do rana mógłby zamarznąć. W sumie to boczna droga z ruchem lokalnym, więc raczej powinni się spodziewać, że w krzakach zalega sąsiad, a nie jakiś bandyta  Rozgrzeszam kierujące kobiety, ale mężczyźni? Spodziewam się, że o takiej porze niewiele kobiet pęta się samochodami.

Akcja ratunkowa trwała godzinę. Jeszcze nie wiem, czy uszkodziłam samochód. Lampy są całe. Do garażu dojechałam samodzielnie. Ale chyba kontrola zawieszenia się przyda. Może wyjaśni się przy okazji dlaczego wpadłam w poślizg?

Wróćmy jednak do początku dnia.

Muzeum Regionalne w Opocznie. Dwie wystawy czasowe. Jedna przyjechała z Muzeum Ludowych Instrumentów Ludowych w Szydłowcu. Druga pt. “Boże Narodzenie w tradycji ludowej ” pokazuje folklor regionalny. Zacznę od wystawy pt. Motywy floralne i zoomorficzne w ludowym instrumentarium muzycznym”. Pokazano kilka bardzo ciekawych instrumentów. Na przykład akordeon z miechami albo cytry.

Fot. 2,3

Jednak głównym tematem tej wystawy są instrumenty w kształcie zwierząt. To popularne gwizdki znane Wam z odpustów. Przeważnie gliniane. Nalewa się do nich wody i po prostu dmucha. Są też gwizdki z drewna. Istnieją bardziej skomplikowane instrumenty, na których można już zagrać melodię, czyli okaryny z wieloma dziurkami (od 4 do 24). Poniżej składanka zdjęć najciekawszych okaryn i gwizdek drewniany w formie ptaszka.

Fot. 4

Teraz same wodne gwizdki. Najlepiej wyszły mi zdjęcia z jednej gabloty. Z innych tylko arcy-fajny Mistrz Twardowski na kogucie (!) Przypominam, że to nie tylko figurka dekoracyjna, tylko instrument, który ma w środku przestrzeń na wodę i cała konstrukcja musi wydawać dźwięki. Doceńmy więc kunszt tych wytwórców, bo niewielu z Was potrafi zapewne zrobić coś takiego.

Fot. 5

A teraz wspomniana gablota obfotografowana pod wieloma kątami. Zobaczcie indyka, koguciki, kurki, dudka, koniki… Niestety, niektóre figurki zobaczycie tylko tyłem, ale do muzeum w Szydłowcu też możecie się wybrać. A zresztą zerknijcie na stragany garncarzy przy najbliższej okazji – na pewno warto, bo niejedno śliczne maleństwo Was zachwyci.

Fot. 6,7,8

A teraz wystawa o Bożym Narodzeniu. Jak było obchodzone przez ludzi w dawnych czasach? W pierwszej chwili możecie zacząć wyliczać kolędników, szopki krakowskie i niekrakowskie.

Co przetrwało? Ano opłatek 🙂

Zacznijmy więc od opłatka. Pomijam w tej chwili jego historię, znaczenie itp. Od praktycznej strony powiem tylko, że był używany o wiele szerzej niż obecnie. Opłatki były nie tylko białe, ale i kolorowe. W noc wigilijną rolnik dawał opłatek też swoim zwierzętom gospodarskim. A przed świętami dzieci i kobiety właśnie z opłatków tworzyły piękne ozdoby świąteczne.

Na zdjęciu poniżej macie urządzenie o nieznanej mi nazwie, a służyło do wyrobu opłatków.

Fot. 9

Wspomniałam o szopkach. W muzeum opoczyńskim pokuszono się o postawienie obok siebie kilku szopek dla pokazania bogactwa form. Najsłynniejsze są oczywiście szopki krakowskie. Z reguły są niesłychanie wypracowane, ale jedną taka prościutką postawiono i tu. To ta z lewej. Dla porównania, z prawej jest szopka z regionu opoczyńskiego. Mimo, że ta krakowska nie jest najwyższego lotu, to i tak przy niej nasze tutejsze szopki są niezwykle prymitywne.

Fot. 10

Pokażę Wam ponownie szopkę wyrzeźbioną przez twórcę opoczyńskiego, nieżyjącego już Pana Antoniego Barana, o którym w blogu już kiedyś pisałam. Jego prace były bardzo charakterystyczne: mocno spłaszczone i popstrzone ciapkami.

Fot. 11

Kolejny twórca, który już odszedł, to Pan Mieczysław Włodarski. Mieszkał w Białaczowie.

W 2011 roku pokazywałam Wam skutki straszliwej trąby powietrznej, która przeszła przez tą miejscowość. My kupujemy tam pieczywo.

Fot. 12

W klimacie świątecznym organizator wystawy pokazał kilka zabawek ludowych.

Takiego konika znacie. Jeżeli nie z dzieciństwa, to z mojej kapliczki 🙂

Fot. 13

Zerkniemy jeszcze na stroje ludowe.

Kobiecy kolorowy, zwykły i mniej znany, zimowy w spokojnych, ciepłych barwach

Fot. 14,15

Męski płaszcz i skromniejszy strój kolędnika

Fot. 16

Z ciekawostek muzealnych jeszcze rzucimy okiem na krzesła, kołyskę i sprzęty kuchenne.

Fot. 17,18,19

A teraz zmiana miejscowości, choć nadal w klimacie ludowym. Kielce i koncert Zespołu Pieśni i Tańca “Śląsk” im. Stanisława Hadyny.

 

Najpierw zdjęcie moje

Fot. 20

Teraz zdjęcie pochodzące ze strony internetowej zespołu. Dziewczyny mają na sobie stroje łowickie.

Fot. 21

09.01.2015 Opole
Laur Kompetencji i Umiejetnosci Opolkiej Izby Gospodarczej
Zespol Piesni i Tanca Slask , koncert galowy
Fot. Irek Dorozanski

Próbowałam z narażeniem życia zrobić kilka zdjęć podczas koncertu. Siedziałam bardzo daleko i aparat zrobił mi przyjemną niespodziankę, bo dawał sobie radę. Jednak szybko namierzyli mnie ochroniarze. Gdybym umiała wyłączyć lampę, robiłabym fotki nadal, ale i tak plon jest wystarczający.

Próbowałam więc pokazać Wam stroje, które uwieczniłam na mojej studni. Łowickie pomarańczowe portki mężczyzn i bajecznie kolorowe stroje kobiet.

Fot. 22,23

Niestety, podczas koncertu nikt nie podawał regionów i nazw tańców. Czy potrafiłabym trafnie nazwać oprócz łowickich jakiekolwiek? A Wy? Kiepsko znamy nasze tradycje, stroje i tańce. Wstyd, naprawdę wstyd.

Fot. 24,25,26,27,28,29,30,31

Często opowiadam anegdotę z programu Czar Par sprzed wielu lat. Mężowie zostali oddzieleni od żon. Zadanie polegało na tym, że będzie zagranych kilka melodii ludowych i małżonkowie mają zgadnąć przy którym wyjść zza parawanów i zatańczyć. Dla mnie niesłychanie trudne zadanie, bo tak jak miliony Polaków znam tylko poloneza. Jak wielkie było zaskoczenie widzów, gdy do pierwszej melodii wyszła równocześnie jedna para. Mąż był Murzynem z Afryki. Słabo mówił po polsku. Jakoś zatańczyli, a potem opowiedzieli, że w domu dużo tańczą i śpiewają melodie ludowe z obu ojczyzn. Można? Można!