2015 – Nr 200 – Falbów Zimą

2015 – Nr 200 – Falbów Zimą

gazetka z 22 marca 2015

 

Od dłuższego czasu pokazuję Wam sam fajans. Omijałam Bajkowy Dom Marzeń z daleka. Martwy sezon, nie ma roślinności, dekoracje pochowane, nie maluję. Ale i tu co nieco się dzieje. Zwykle na zimę robię duże plany. A to, że nauczę się wytwarzania papierowych kwiatów, a to że zrobię pająki do garażu, a to że poszyję powłoczki na poduchy do wiejskiego pokoju. Kończy się zamiarami i rozgardiaszem. Z wiosną ruszamy do ogrodu i nie ruszam w domu nic do jesieni. No więc co robiłam podczas tej konkretnej zimy? Głównie gromadziłam. A co, to zobaczycie w gazetce

 

Zapraszam.

 

Zdjęcie tradycyjne. Lubię Wam pokazywać ten kącik

Fot. 1

 

2015 – Nr 200 – FALBÓW ZIMĄ

 

Kiedyś, dawno temu wywiesiłam ogłoszenie, że skupię trochę starych, drewnianych sprzętów.

Teraz przyszła pora zbierania owoców.

 

Niby prawie niczego już nie potrzebowałam, a jednak „wzbogaciłam się” o kilka zbędnych wiejskich łóżek, krzeseł, ławek, beczek, różnych narzędzi…

 

Na fotce poniżej scenka wymiany stołu w wiejskim pokoju. Tych stołów przybyło wiele.

Wymieniłam prawie wszystkie, bo nawet obydwa w kuchni, a przemeblowanie nie ominęło też mojego pokoju.

Fot. 2

 

Wszystko zobaczycie w następnych gazetkach w miarę postępów renowacji i dekorowania.

Pokażę teraz na przykład kołyskę. W końcu mam taką, o jakiej od początku marzyłam.

Jest prosta, wiejska i nieduża.

Włodek zwrócił uwagę na widoczne autentyczne ślady rąk, które tysiące razy bujały płaczące dziecko.

Niestety, wiosną zamierzam wszystko wyszlifować i namalować kolorowe kwiaty.

Teraz ta kołyska mocno odbija od pozostałych dekoracji. Owszem, zrobiłam skansen, ale jest kolorowy, a prostota tej kołyski obecnie gryzie się z pozostałym wyposażeniem.

Fot. 3,4

 

W garażu czeka sterta beczek. Nie wszystkie nadają się do użytkowania. Są tak stare, że już nieszczelne. Ale po pomalowaniu, będą ozdobą obejścia.

Fot. 5

 

 

Przed Bożym Narodzeniem Świętemu Mikołajowi wypadł z sań spory worek. Nie był przeznaczony dla nas. Zamówiłam kołdry i poduchy, dostałam śpiworki i poduszki. Reklamację przyjęto, ale nie skorzystałam z propozycji wymiany całego towaru.

Spodziewałam się bowiem, że przyślą znowu to samo. To był błąd. Za różnicę w cenach przysłano mi bowiem takie poduchy, jakich właśnie potrzebowałam.

Fot. 6

 

Perypetie z zamówieniem podcięły mi skrzydła.

Planowałam uszycie poszewek i ułożenie na wiejskim łóżku sterty poduch „na bogato”.

Na zamiarach się skończyło.

Fot. 7,8,9

 

Za to mam za sobą pierwszą część produkcji portretów ślubnych naszych przodków.

Miałam na nie zarezerwowane kawałki ścian.

To wiejski pokój.

Fot. 10

 

A to mój.

Tu zaszły bardzo duże zmiany. Widzicie ścianę, na której były te dwa święte obrazy, kilimek z kinkietem i kanapa. Kanapa zniknęła. Postanowiliśmy przesunąć tu szafkę z ołtarzykiem Świętego Józefa. Nie skasowałam kinkietu i kilimka, wiec trochę to dziwnie wygląda. Ale za to budząc się patrzę na tą ścianę i porządkuję myśli.

U góry widzicie kolejne portrety i wolne miejsca na następne.

Fot. 11

 

 

Teraz dla przypomnienia pokazuję dotychczasowy wygląd kąta z kuchnią w wiejskim pokoju.

Ława z pasiakiem zasłaniała stolik maszyny Singera.

Fot. 12

 

 

Z powodu wycofania dużej kołyski mogliśmy przywrócić poprzedni układ mebli.

Ława wróciła pod okno.

Fot. 13

 

 

A jak teraz wygląda kącik z kuchnią? O wiele lepiej.

Tylko, że tym razem kuchnię trochę zasłania nasz największy wazon.

Nie napisałam Wam jeszcze, że to model o nazwie własnej JAN. Tym razem nie mam wątpliwości,

bo zdobyłam katalog wyrobów starej fabryki. Jany były produkowane w czterech rozmiarach. Pierwszy, odlany tylko w kilku egzemplarzach był okazjonalny i nie wszedł do obrotu handlowego. Był z reliefem. Do produkcji skierowano trzy mniejsze wielkości.

Mam wszystkie trzy, ale wszystkie niebieskie. Czy były inne kolory? Nie wiem.

 

Co jeszcze o tym zdjęciu? Pod maszyną do szycia stoją dwa wazony. Trochę je słabo widać, ale bez pudła powinniście już poznawać ich pochodzenie. Mniejszy jest z Łysej Góry, a większy to Chmielno.

 

Na ławce (z prawej) leży taca z Zalipia, a w koszyku leżą drobne elementy do warsztatu tkackiego. Wystaje z niego bardzo piękna szufla do ziarna. Pod ławą przy nodze jest słabo widoczny siwak mojej Prababci z XIX wieku.

Na samej górze zdjęcia u szczytu ściany z kafli widać nowy wystrój dekoracji.

Poza kogutem i dzbanem z Zalipia wszystkie fajanse noszą ten sam wzór, który króluje na tej ścianie.

Fot. 14

 

Niedawno udało mi się też zdobyć mega-paterę z tym wielkim żółtym kwiatem.

Zajęła zasłużenie bardzo godne miejsce. Widzicie ją na drzwiach.

Fot. 15

 

Te zdjęcia są tak strojne, że dla odpoczynku na chwilę przejdziemy do kuchni.

Z prawej strony witrynki wiszą malutkie deseczki, które już znacie. Do tej pory to były najmniejsze posiadane przeze mnie egzemplarze. Jeżeli się przyjrzycie to na prawo od zegara zauważycie kolorowe plamki. Trudno je nazwać deskami, ale bycie kolekcjonerką desek przecież zobowiązuje. Z boku zrobiłam Wam powiększenia. Od razu na pierwszy rzut oka widać, że to współczesne wyroby, bo kolor czerwony jest jak podpis. Najciekawsze w nich jest to, że mimo mikrych rozmiarów, to na każdej jest z tyłu sygnatura.

Fot. 16

 

 

 

Kolejne zimowe zdobycze to stare obrazy święte.

Z tym był duży kłopot, bo musieliśmy dać je do oszklenia. Na dodatek z niektórych strasznie sypią się trocinki po szkodnikach drewna. Całe chmury przy każdym poruszeniu. No i ten katastrofalny brak miejsca. Obrazy są przecież duże i nie planowałam kolejnych.

Wczoraj zajęłam się mocowaniem zawieszek. Cztery obrazy zawisły.

Najpierw pokażę wcześniejszą fotkę fragmentu ściany, na której upchaliśmy dwa obrazy.

Wolne miejsce wygospodarowaliśmy poprzez wycofanie tego dużego, czarnego talerza.

Fot. 17

 

A teraz stan obecny.

Pierwszy z lewej jest obraz MB Częstochowskiej.

Teraz nie widzicie nic poza odbłyskiem szyby, ale i tak nic byście nie wypatrzyli.

Jest zbyt stary, sczerniały i zeżarty przez szkodniki drewna.

Drugi to wyraźny, jasny wizerunek Świętej Agaty.

Na kolejnym zdjęciu samego narożnika pokoju widzicie trzeci „nowy” obraz.

To ciekawa kompozycja pt. Zaśnięcie NMP.

Fot. 18,19

 

W domu pojawiło się kilka talerzy z Łysej Góry. Kilka dni jeden z nich wisiał na ścianie. Już go zdjęłam.

To zdjęcie należy do historii.

Fot. 20

 

 

W siłowni powiesiłam następne talerze z serii TAŃCE POLSKIE Zofii Stryjeńskiej.

Brakuje mi już tylko jednego.

Fot. 21

 

Co jeszcze z nowinek?

Raczej wszystko jest w garażu i czeka na czyszczenie, ale w sieni stoi lampa naftowa i malusieńka kanka na…

No właśnie… na co? Nie mam pojęcia, bo to miniaturka. Ale taka zabawna! Mimo, że to wyrób z czasów PRL i żadnego związku ze starością, drewnem, ani skansenami nie ma, to myślę, że wstawię ją do kapliczki.

Fot. 22

 

A skoro wywołałam temat kapliczki, to przypomnę pytanie, które zadawało nam wiele osób.

Co z zimą? Otóż, zgodnie z planami zakręciliśmy kapliczkę folią.

Fot. 23

 

Mimo wichur, zafoliowana kapliczka przetrwała. Trochę ma uszkodzoną karpiówkę na dachu.

Pękł, na skutek naprężeń drewna, jeden wieszaczek. Część fajansu z kolumn była zdjęta,

ale ze środka nic na zimę nie zabrałam.

Wczoraj ją odpakowaliśmy.

Dziś planowaliśmy wnieść pozostałe sprzęty, ale jest zimno i nawet trochę posypało. Nie ma pośpiechu.

Za parę dni będzie cieplej, to zajmiemy się nią z przyjemnością.

Fot. 24,25

 

W tym miejscu aż się prosi pokazać Wam jeden ze świtów z ostatnich dni.

Nie pisałam tym razem o zwiastunach wiosny. Tymczasem żurawie przyfrunęły już w lutym. To zadziwiające, ale obserwowaliśmy je w naturze nawet koło domu. Dlaczego dziwne? To bardzo płochliwe ptaki, tymczasem zebrało im się na amory jakieś 100-200 metrów od naszych okien. Nawet robiliśmy im zdjęcia. (Cenzura – nie pokażę.) Dziś dwa żurawie przelatywały nad naszymi oknami w dachu. Widziałam je więc z odległości może 10 metrów? Innym razem Włodek robił im zdjęcia na polach.

Od pewnego czasu też śpiewają skowronki.

Fot. 26

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jeszcze smutny widok obciętej do połowy starej gruszy.

Mieliśmy szczęście, bo sąsiad planował całkowicie ją skasować. Uprosiłam go o częściowe ułaskawienie w ostatniej chwili. Na zdjęciu widzicie jedyne drzewa, które pozostały na około dwóch tysiącach metrów działki. Nie dość, że jest ich tak mało, to wszyscy z zaparciem godnym lepszej sprawy wycinają wszystko w okolicy naszego domu. Nam jest się z tym bardzo trudno pogodzić. Nawet źle to ujęłam. Absolutnie nie godzimy się z tym barbarzyńskim obyczajem dążenia do pseudo-nowoczesności, przez wycinanie wszystkiego w pień i tworzenie angielskich trawników.

Fot. 27

 

 

Co jeszcze zdążę opisać w tej gazetce? Niewiele. Zasygnalizuję może tylko kolejne tematy.

Odwiedziliśmy miasto Koło i dzielnicę Koło w Warszawie. W tym pierwszym kiedyś był zakład produkujący fajans, a w drugim Kole mieszkałam przez ćwierć wieku. Tu w soboty i niedziele odbywają się targi staroci. Nasz znajomy Kolekcjoner tutaj łowi swoje zdobycze. Ja byłam na tym bazarku teraz po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. Parę rzeczy kupiłam, kilka sfotografowałam. O tym w następnej gazetce, a teraz pokażę tylko malowane skrzynie ludowe z różnych regionów kraju. Fotografuję je ze względu na skrzynię w moim garażu. Mam zamiar podjąć wyzwanie i pomalować ją możliwie jak najwierniej. Dobrze byłoby zachować oryginalny styl opoczyński.

Pierwsze zdjęcie pochodzi z muzeum w Kole, dwa kolejne z bazarku na Kole, a ostatnie z naszego garażu.

Fot. 28,29,30,31

OLYMPUS DIGITAL CAMERA