2015 – Nr 205 – Koło – Fajans powojenny- Teraz wersja popularna

Nr 205 – KOŁO – FAJANS POWOJENNY- TERAZ WERSJA POPULARNA

 

Edycja: Gazetka była opublikowana 08 czerwca 2015 roku

Prosty temat, a jednak nie mam natchnienia. Mija dzień za dniem, a ja wciąż czuję się za bardzo zmęczona. Puchnie mi już folder z następnymi materiałami do bardzo ciekawych gazetek. Wiosną byłam dwa razy we Włocławku, wróciłam też do malowania w Falbowie, a za tydzień wybieram się na XI Warszawskie Spotkania Ceramiczne i to wcale nie wyczerpuje listy zagadnień do opisania.

 

Jednak póki co, w blogu chciałam pozostać w kręgu fajansu kolskiego, żeby nie skakać za bardzo po tematach. Stąd tak długa cisza. Przepraszam stałych czytelników. Blog jeszcze nie umiera, zamierzam pisać dalej.

 

Dziś bardzo spokojna gazetka o fajansie powojennym z Koła. Chciałabym pokazać przedmioty najtańsze, żebyście wiedzieli jak traktować chwyty marketingowe sprzedawców. Nie dajcie się nabrać na hasła: rzadkość, rarytas kolekcjonerski… Owszem, ten fajans spotyka się rzadziej od włocławskiego, ale to nie ma przełożenia na jego wartość w pieniądzu. W poprzednich gazetkach pokazywałam Wam same wyroby konkursowe lub z krótkich serii. Dziś zacznę od masówki.

 

Zapraszam do gazetki.

 

Fot. 1 – Na zdjęciu moja szuflada z talerzykami deserowymi z Koła.

wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww

Nr 205 – KOŁO – FAJANS POWOJENNY – TERAZ WERSJA POPULARNA

 

Niektóre przedmioty w tej gazetce już Wam pokazywałam, ale z racji tematu pojawią się tu dziś jeszcze raz. Zdjęcia przeważnie wykonałam samodzielnie, ale część zrobili moi zaprzyjaźnieni Sprzedawcy – dziękuję.

 

Zastanawiam się który produkt spotkacie jako pierwszy. W przypadku Koła prawdopodobnie będą to małe wazoniki. Ich prostota odzwierciedla kierunek przyjęty przez kierownictwo fabryki. W sumie wygłosić można tezę, że to właśnie przyczyniło się do upadku tego zakładu.

 

Fot. 2 – najbardziej typowe wazoniki z Koła

Jak to było? Otóż, jak już wiecie, po wojnie fabryka została upaństwowiona. Pierwsze dekoracje malowane to koguty. Nie jest to masówka, więc o tym napiszę kiedy indziej. Dopiero w 1952 roku pojawiły się motywy kwiatowe. To był skutek działalności nowo powstałego Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Celem było stworzenie technologii wyrobów do masowej produkcji, które jednocześnie będą estetyczne. Instytut kierował plastyków do zakładów pracy. Tu pojawia się nazwisko Antoniego Buszka. Źródła zawsze podkreślają znaczenie tego człowieka dla obu fabryk fajansu, jednak Pan Tadeusz Wichrowski, który przepracował we Włocławku kilkadziesiąt lat, tego nazwiska wcale nie kojarzy. Tak czy siak starania profesora Buszka w przypadku Koła poszły w kierunku znalezienia stylu innego od włocławskiego i zostało to szybko zarzucone na rzecz mniej pracochłonnych wzorów z Instytutu. Wygrywały proste bukieciki, jeden, najwyżej dwa kwiatki z gałązkami niezapominajek wokół. Stosowano jeden kolor, a co najwyżej cztery: zielony, żółty, niebieski i brązowy.

Mnie osobiście Koło kojarzy się wyłącznie z tym ostatnim kolorem i gdybym miała wskazać wyrób najbardziej charakterystyczny dla nich, to byłby to brązowy talerz z różami.

 

Fot. 3 – Zobaczcie znany Wam zestaw moich brązowych wazonów. Należą do średniaków większego kalibru.

 

Fot. 4 – Poniżej zestaw wazonów średnich, ale mniejszych. Niestety są w niewłaściwej skali, bo te wazoniki z lewej są raczej małe.

Pod koniec lat pięćdziesiątych z Włocławka sprowadzono do Koła kilkadziesiąt projektów. Znowu wybrano tylko najprostsze. Pojawiła się róża. W ciągu dziesięciu lat motywy kwiatowe niemal zostały wyparte przez rzuciki i pasy z ornamentem. Królowały za to modne wówczas wzory abstrakcyjne. Dopiero w roku 1970 zakładowa wzorcownia powtórnie powróciła do wzornictwa przedwojennego i dała wolną rękę malarkom. Bum pomysłów nie trwał długo, bo fabryce narzucono rolę biernego wykonawcy gotowych wzorów. Wprowadzono również akordowy system wynagradzania. Czy to mogło być zachętą do rozwijania skrzydeł i realizowania marzeń? Pojawił się schematyzm, mnożenie jednakowych elementów. Ograniczono kolorystykę, dość szybko wycofano z asortymentu większość kształtów. Dlatego i moja gazetka o typowym fajansie powojennym z założenia będzie bardzo uboga.

 

Zanim zobaczycie inne przedmioty, spójrzcie jeszcze na wazony w Falbowie.

 

Fot. 5 – Na pierwszej składance to trzy wazony między Krzyżem i koniem.

Fot. 6 – Na drugiej to najbardziej typowa dla Koła amfora. Na dole z prawej strony jeszcze stoi dzbanuszek, też masowy. Powyżej widzicie serduszko. To bardzo prosta, o rzadkim malowaniu deseczka z Koła. Inne, bardziej masowe deski pokażę dalej.

Fabryka rezygnując z fajansu użytkowego, postawiła na bibeloty. Sami rozumiecie, że to była bardzo krótkowzroczna polityka. Przejście praktycznie na talerze dekoracyjne jest zadziwiające. Pokażę Wam zbiór spotykanych często kształtów.

 

Fot. 7 – Zestaw pierwszy to dwa płaskie talerze największe jakie mam z Koła. Tak zwane trzydziestki. Na nich uwidoczniły się wiodące dwa style z Koła. Wzory mięsiste i drobniutkie. Kolorystyka typowa. U góry najpopularniejszy rozmiar – 24 cm, ale to talerz okazjonalny. Upamiętnia 625 lat miasta.

Fot. 8Również duże, ale inny model. To talerze bardziej misowate, charakterystyczne właśnie dla Koła. Tego kształtu we Włocławku nie spotkałam. Ułożyłam obok siebie trzy klasyczne wielkości: 30,5 cm, 22 cm i 17,5 cm.

Fot. 9 – Na drugim zdjęciu zestaw średniaczków z tej serii.

Fot. 10 – Teraz coś, co lubię najbardziej. Taca z Koła. Mam ich dużo, ale dopiero jedną niebieską. Najczęściej spotyka się oczywiście brązowe, a dość rzadko kolorowe. Na tym zdjęciu umieściłam szklankę, żebyście mogli sobie wyobrazić wielkość tacy. Widzicie też coś, co najczęściej jest nazywane podstawką pod doniczkę. Jako podstawki na wodę te talerzyki niekoniecznie się nadają, ale ponieważ są równiutkie, to podkładam je pod wazony, żeby nie robiły się na obrusie kółka w razie ich przeciekania.

Fot. 11 – Skoro jesteśmy przy „płaszczyznach”, to teraz pokażę Wam przedstawicieli talerzy płaskich, obiadowych i deserowych.

Fot. 12 – Na kolejnej zbiorówce znajdziecie znany Wam już niebieski talerz ze STANPOL-u. To firma funkcjonująca jakiś czas po ostatecznym upadku fabryki.

Fot. 13 – Dodałam jeszcze jeden talerz 24 cm o ładniejszym niż zwykle malowaniu. Takim trochę „cieplejszym”, bardziej sympatycznym.

Fot. 14 – Teraz pokażę talerze do zupy. Miałam kłopot z tą fotką. Umieściłam na niej trzy rozmiary. Jednak aparat fotograficzny optycznie zmienia ich proporcje. Dlatego nie udało mi się pokazać Wam specyfiki tych talerzy.

Dwa najbliższe są z Koła.

Ten brązowy to klasyczna „dwudziestka czwórka”. Kiedyś królowała w PRL-u.

Talerz z prawej strony jest bliższy wielkością do czasów współczesnych. To talerz mały i płytszy. Bardzo takich nie lubię.

Te dwa talerze z tyłu są z Włocławka.

Uwielbiam rozmiar, który wspominam z dzieciństwa. Solidny, wygodny, głęboki talerz 25 cm x 5,5 cm. Podwójnie więc wolę ten rozmiar do użytku na co dzień.

Już tylko dla porządku ułożyłam z tyłu ten mały talerz głęboki z Włocławka, żebyście wiedzieli, że takie też były produkowane.

 

 

Fot. 15 – Skończmy ze zwykłą zastawą. Teraz coś na święta lub na przyjęcie gości. Na bazarkach często spotkacie talerze ażurowe. Nawet nie są droższe od zwyczajnych. Włodek mówi, że to dlatego, że są dziurawe.

Chciałam zwrócić Waszą uwagę na te dwa kolorowe talerzyki z przodu. To ciekawe, bo te wzory były szeroko stosowane we Włocławku. Ba, nawet to są moje ulubione wzory fajansu. Spotkanie ich w Kole jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

 

Fot. 16 – Skoro jesteśmy przy zastawie na specjalne okazje, to trzeba obejrzeć tortownice. Nie widziałam tego asortymentu we Włocławku. Pod spodem umieściłam paterę na ciasta (lub owoce), ale szczerze mówiąc, to nie jest aż tak bardzo często spotykany model.

Wspomniałam wcześniej, że w Kole popełniono podstawowy błąd ograniczania asortymentu. Co jeszcze produkowano do końca poza wazonami i talerzami?

Spotkacie świeczniki.

 

 

Fot. 17 – Na zdjęciu pokazałam trzy modele, ale typowy, popularny jest tylko ten trójramienny.

Fot. 18 – Kolejny wyrób to kufle

Fot. 19 – Swego czasu napisałam całą gazetkę o puszkach czyli o pojemnikach z pokrywką. Dziś mogę Wam pokazać tylko jeden popularny model z Koła. Innych nie posiadam.

Na zdjęciu jest z pokrywką puszka z Koła, a obok, ta otwarta, o identycznym kształcie pochodzi z Włocławka.

Pośród przedmiotów wybranych do tej gazetki jeszcze tylko dwa uważam za masowe. I to bardzo. Jeden z nich to ikebana. Osobiście wyjmuję dziurkowane wkłady i używam ich jako mniejsze miski.

 

Fot. 20 – Na zbiorówce pokażę Wam tą popularną ikebanę (brązowa) razem z niezwykle rzadkim egzemplarzem, który już znacie (kolorowa). Obydwa należą do naszego Kolekcjonera.

Zanim pokażę drugi popularny wyrób proszę Was o cierpliwość, bo trochę poopowiadam. Chodzi o dwie rzadkie miski.

Pierwsza posiada niezwykle ciekawą sygnaturę. Upraszczając, zawsze myślałam (naiwnie), że Koło ma trójkątną sygnaturę. Oczywiście, przez dwa wieki sygnatur było więcej. Jednak ja mam wyroby z okresu PRL-u i tu nie spodziewałam się niespodzianek. Dopiero Kolekcjoner zwrócił moją uwagę na pojawiające się sygnatury spadkobierców tradycji kolskiej fabryki fajansu. Firma STANPOL, potem JANPOL. Jednak to ja trafiłam na coś nieprawdopodobnego. Jest to sygnatura „dwa w jednym”. Ktoś połączył obie nazwy zakładów: Włocławek – Koło. Wydawałoby się to naturalne, skoro w latach siedemdziesiątych Koło zostało włączone w struktury ówczesnego wielozakładowego molocha z Włocławka. Jednak tak naprawdę nikt takiej sygnatury nie wprowadził w PRL-u do praktyki. Cały czas wyroby z Koła były znaczone pieczątką w trójkącie. Skąd więc wziął się ten zaskakujący zroślak?

 

Edycja:

Dopiero po paru latach dopatrzyliśmy się, że to nie jest WŁOCŁAWEK, tylko WŁOCŁAWKI jako nazwa produktu(?)

 

Fot. 21 – Na zdjęciu jest na planie pierwszym bardzo rzadka miska z Koła, a dla porównania z tyłu doniczka z Włocławka podobnej wielkości. Dla zainteresowanych zamieszczam też wszystkie trzy najrzadziej spotykane sygnatury z końca XX wieku.

– Druga rzadsza nieco miska ma uszy i ten model prawdopodobnie nie miał nigdy pokrywki. Dlaczego ją pokazuję w gazetce o masówce? Ze względu na malarkę. O tej kobiecie bowiem mam zamiar pisać co nieco zawsze, przy każdej okazji.

Pani Helena Majewska wywarła ogromny wpływ na charakter wzornictwa fabryki w Kole, a jej dekoracje do dzisiaj zapierają dech w piersiach.

Fot. 22

Pojawiła się w 1956 roku. Wspominałam Wam wcześniej, że królowały w tamtym czasie wzory abstrakcyjne. Ona zaś preferowała motywy kwiatowe. Czy to jej zawdzięczamy wytworzenie specyficznego stylu kolskiego? Pełniejszy wpływ wywarła pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy zaczęła komponować prace na Włocławskie Biennale Fajansu.

Pokażę Wam teraz kilka jej malatur, które są w posiadaniu muzeum w Kole. Niedawno wzbogaciło się o 59 sztuk fajansu podarowanego przez jej Syna.

Przygotowano zaledwie raz wystawę czasową. Możecie ją podejrzeć pod linkiem:

Fajans Heleny Majewskiej

 

https://www.youtube.com/watch?v=QbiQCMOpmX8

 

Później jeszcze pokażę prace innej bardzo cenionej w Kole artystki. A teraz przed Wami Helena Majewska.

 

Fot. 23,24

Ponowię pytanie „dlaczego?…” Z jakiego powodu w gazetce o fajansie masowym pokazuję rarytasy autorstwa Heleny Majewskiej? Mam powód. Otóż ostatnim mega-masowym wyrobem z Koła są małe miseczki. Jak je nazwać? Kompotierki, budyniówki? Mam ich mnóstwo, są bardzo popularne. Jednak korzystając z okazji chcę Wam pokazać ten sam kształt, ale spod pędzla Heleny Majewskiej. Naprawdę warto to zobaczyć. Jeżeli ktoś zechce taka cudną budyniówkę zdobyć, to możecie napisać do Galerii Włocławskiej z ulicy Płockiej 111. Pan Krzysztof ma chyba jeszcze kilka sztuk. (Edycja: to było w 2015 roku)

A teraz podziwiajcie – chyba nie muszę tłumaczyć, które są masowe, a które z najwyższej półki…

 

 

Fot. 25

Na deser zostawiłam mój ulubiony temat. Czyli deski. Czy to masówka? Dla mnie zdecydowanie tak

Oczywiście, procent posiadanych przeze mnie desek z Koła jest znikomy. Mogę je policzyć na palcach. Jednak sam fakt ich istnienia świadczy o tym, że były produkowane.

 

Kształty te same co we Włocławku: okrągłe, z rogami, zwyczajne, serduszka…

Od której deski zaczniemy pokaz? Tak, macie rację od deski namalowanej przez Panią Helenę Majewską. Udało mi się ją wylicytować u Pana Romana w Łodzi. Zupełnie nie rozumiem innych licytujących, że tak szybko ustąpili, ale widocznie nie zdawali sobie sprawy co mają przed oczami.

 

Fot. 26

Fot. 27,28 – zobaczcie kilka innych desek z Koła, masowych

No to jeszcze fragmenty ekspozycji z tymi deskami w sieni w Falbowie:

 

Fot. 29 – Na lewej ścianie to te dwie górne brązowe. Ta pod prztyczkiem-elektryczkiem ma kształt zwykłej deski. Nie pokazuję jej osobno, ale jest z Koła. Myślę zresztą, że po obejrzeniu powyższych fotek sami bezbłędnie już potraficie rozróżnić styl kolski od włocławskiego.

No, może nie do końca, bo inny fragment tej dekoracji już może zmylić.

 

Fot. 30 – Widzicie pięć desek w brązie, ale tylko dwie powstały w Kole. Najwyższa z lewej i najniższe, brązowe serce.

Byłabym bardzo niesprawiedliwa, gdybym pominęła drugą bardzo ważną dla Koła artystkę. Myślę, że nie mam u siebie w domu nic jej pędzla, ale muzeum w Kole pokazuje kilka przedmiotów. Tak więc możecie w tej gazetce też zobaczyć prace Marii Zawielak-Hadaczek. W jej twórczości dominowały prace kobaltowe. Fajne, prawda? Absolutnie nie nazwałabym ich masowymi

 

Fot. 31

Edycja:

Trzecią bardzo ważną dla Koła artystką była Helena Teodorowicz. Jednak o niej napisałam dopiero w 2019 roku w gazetce nr 233