2017 – Nr 230 – Polski New Look czyli Fajansowe Pikasiaki na Wystawie w Kole (2017)

2017 – Nr 230 – Polski New Look czyli Fajansowe Pikasiaki na Wystawie w Kole (2017)

 

Edycja 2021:

gazetka była opublikowana 26 sierpnia 2017 roku. Obecny tekst jest lekko ocenzurowany, ale nie dodawałam żadnych informacji. Pokazane eksponaty zamierzam omawiać w nowych gawędach.

 

 

Kochani, od paru lat zbieram materiały do prezentacji ceramicznych pikasiaków. Nie czuję się gotowa. Jednak latem tego roku zostałam wezwana do tablicy. A dokładniej, to zostałam zaproszona do obejrzenia czasowej wystawy fajansu z lat 50 i 60-tych w muzeum w Kole.

Dzisiejsza gazetka z wernisażu powinna ukazać się półtora miesiąca temu. Nie udało mi się. Został Wam więc już tylko tydzień na obejrzenie ekspozycji nieznanego oblicza fajansu, który z kwiatami nie ma absolutnie nic wspólnego. Jak wiecie ten nurt zdobienia to nie jest moja bajka, ale mimo to ciąg dalszy relacji znajdziecie po naciśnięciu poniższego linku:

Zapraszam.

 

Na zdjęciu zestawiłam kilka sposobów malowania identycznych wazonów.

Trzy kwiatowe i dwa w stylu New Look. Nie wnikam czy malowano je w Kole czy we Włocławku. Chodziło mi tylko o pokazanie różnicy między pięknem i umiejętnościami z jednej strony, a abstrakcyjnymi pikasiakami z drugiej. Co ciekawsze? Jeden lubi ogórki, a drugi córkę organisty…

 

Fot. 1

NR 230 – POLSKI NEW LOOK czyli FAJANSOWE PIKASIAKI na WYSTAWIE w KOLE (2017)

 

(Edycja 2020: przez 10 m-cy obserwowałam na Facebooku fajans zwolenników wszystkich epok i nurtów zdobienia. Dokształciłam się bardzo. Nauczyłam się kibicować innym w zachwytach nad pikasiakami. Dziś gazetka z wystawy kolskiej brzmi dla mnie wręcz zabawnie, ale nie wypieram się moich poglądów.)

Najpierw uwaga techniczna: mniej niż zazwyczaj będę omawiać konkretne zdjęcia. Raczej rozrzucę je dość bezładnie w tekście. Do wielu z nich nawiążemy w kolejnych gazetkach, bo na temat pikasiaków dotychczas się nie wypowiadałam, a zamierzam.

Kilka zdjęć pobrałam ze strony Pana Piotra Śniegockiego za jego zgodą. Pokazują przygotowania do wystawy w Kole. Pozostałe fotki z samej wystawy są już nasze.

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1618104921544830&set=pcb.1618105498211439&type=3&theater

Zobaczcie te użyczone:

 

Fot. 2,3,4,5

Zastanawiam się od czego zacząć. W takich sytuacjach wypada uporządkować słownictwo. Podać definicje. Nie da się. Dlaczego? Nie znamy słów dotyczących sztuki. Nawet, gdybym chciała je wyszukać w wikipedii, to nawet ich wyjaśnienia zabrzmią jak chińszczyzna. Słownictwo stało się wiedzą dla wtajemniczonych.

Zwróćcie uwagę na rozmowy ludzi żyjących w Polsce w wieku XIX i potem aż do wybuchu II wojny światowej. Umiejący czytać kupowali gazety. Ludzie spotykali się „na salonach”. Nie było wówczas internetu, a jednak dyskutowano o ważnych ludziach, literaturze, muzyce, malarstwie. Śledzono nowe trendy paryskie. Młodzież uczyła się łaciny i innych języków, swobodnie żonglowano terminami z mitologii. Nikt nie był znikąd. Ludzie pochodzili z nizin społecznych lub z arystokracji. Istniało ziemiaństwo, mieszczaństwo. Dzieci z rodzin, które ubożały, podejmowały pracę nauczycieli, bo miały wystarczające do tego przygotowanie. Ba, ostatnio nawet dowiedziałam się, że w 1919 roku Piłsudski nakazał oficerom nauczanie podkomendnych. Zeszyty należały do ekwipunku każdego żołnierza. Niestety, podczas II wojny światowej najeźdźcy wymordowali wielu ludzi, a komentatorzy jednoznacznie określili te zbrodnie celową likwidacją inteligencji, elity naszego narodu. Polska inteligencja zginęła, wyemigrowała lub została zdławiona po wojnie.

 

Fot. 6

W czasach PRL-u podawano pochodzenie: inteligenckie, robotnicze i chłopskie. Ja osobiście nigdy nie uważałam tych dwóch inteligencji, przed- i po-wojennych, za tożsame. Po szkole powszechnej dzieci szły do szkół zawodowych. Liceum ogólnokształcące istniało, ale było jakby poza zasięgiem. Raczej dla tych, którzy myślą o studiach. Jednak na studia dzieci dawnej inteligencji nie miały prawa się dostawać. Przydzielano punkty za pochodzenie robotnicze i chłopskie. Dzięki temu wyższe uczelnie zapełniły się młodzieżą, która nic nie wynosiła z domów, a jedynie opanowała komunistyczny program nauczania. Aż tyle i tylko tyle. Już nie znaliśmy się na muzyce poważnej, mitologii, historii, nie mieliśmy kulturalnych kontaktów z Zachodnią Europą. Moje pokolenie nie wie nic o sztuce. Nie znamy architektury i malarstwa, ani innych przejawów twórczości artystycznej. Z tego właśnie wynika brak słownictwa. Nieumiejętność zaszeregowania tego co widzimy do jakiegokolwiek stylu.

A co potrafimy? Wbito nam wstyd za ludzi prymitywnych, niedouczonych, za przesądy i zwyczaje wiejskie.

Na porządku dziennym były (i są) ataki na kościół, a dodawano propagandę wszechobecnej zgnilizny na Zachodzie. Choćby spojrzenie na samo malarstwo. Zamiast pięknych widoków i portretów pojawiły się bohomazy, które należało wydrwić.

 

Fot. 7,8

Do czego dążę? Pragnę przybliżyć Wam atmosferę lat 60-tych. Masowa ucieczka młodzieży do miasta. Praca, nauka. Puste, małe mieszkanka. Z trudem gromadzone wyposażenie z tandetnej produkcji masowej. Mieszkania na każdym piętrze umeblowane identycznie. Wszystko proste, bez zdobień, “nowoczesne”. A jednocześnie mamy telewizję i radio. Słyszeliśmy o jakimś kubizmie, które kojarzyliśmy z nazwiskiem Pabla Picasso. W Polsce w 1950 roku powstaje poważny Instytut Wzornictwa Przemysłowego . Zlecono mu  „prowadzenie prac naukowo-badawczych, mających na celu podniesienie poziomu estetyki produkcji, opracowanie wytycznych dla gospodarki planowej w zakresie wzornictwa przemysłowego”. Wszystko miało być wspaniałe, najlepsze i wytyczone przez specjalistów.

Rzeczy, które projektowano były specyficzne. Były łatwe w produkcji. Miały jakieś takie kosmiczne kształty, mocne kolory. Były niepodobne do niczego co znaliśmy. Dekoracje były jakby geometryczne, paciane. Jakieś plamy, kreski, kropki, kratki… Wszystko krzywe, jakby pomazane przez przedszkolaka. Nie przedstawiały niczego konkretnego, a jeżeli nawet, to były to tylko jakieś symboliczne kształty.

Fot. 9,10

W latach 50-tych nowe wzornictwo przeniknęło do ceramiki w Polsce. Łysa Góra, Włocławek, Koło, Pruszków i inne wytwórnie zaczęły wprowadzać wzory wybitnych projektantów. Ba, przez dwa dziesięciolecia nurt New Look zdominował produkcję. Potem popyt spadł, do łask i produkcji wrócił fajans kwiatowy, który kocham.

O pikasiakach było cicho dość długo. Dekoracje kwiatowe powielano masowo w tysiącach egzemplarzy. W rezultacie tamte, dziwne wzory można zaszeregować do krótkich serii w zalewie naczyń kwiatowych. A to co rzadkie zwykle zaczyna być obiektem pożądania kolekcjonerów. Mała podaż doprowadza do wyśrubowania cen. No i teraz szacowni kolekcjonerzy biją się o każdą krzywą skorupkę pomazaną przez jakby nieumiejących malować. Trzycyfrowe kwoty to reguła, czasem nawet wartość jednej sztuki sięga tysiąca złotych. (edycja z 2020 roku: nawet do 5 tysięcy).

 

Fot. 11,12

No i powróćmy do Koła. Zrobiono wystawę fajansu w stylu New Look. Tak naprawdę, to nikt się tu konkretnie takich wyrobów nie spodziewał. Owszem, we Włocławku trochę tego było widać. O pikasiakach tworzonych w Kole nie słyszał prawie nikt. Trwało lata, zanim pasjonaci zgromadzili dość eksponatów, by móc je pokazać na tej skromnej wystawie. Napisałam skromnej, bo dla mnie musiałoby być kilka ton fajansu, żebym była usatysfakcjonowana.

 

Fot. 13


Spróbujmy więc przynajmniej umieścić to zjawisko w czasie.

Pablo Picasso żył w latach 1881 – 1973. Kubizm pojawił się około 1907 roku i nie pochodził z Kuby. Jego kolebką jest Francja, a sama nazwa w tym języku pochodzi od słowa KOSTKA, SZEŚCIAN. Kubizm polegał na odrzuceniu perspektywy i na wprowadzeniu kształtów geometrycznych. O ile przez wieki malarstwo usiłowało odzwierciedlać rzeczywistość, to kubiści całkowicie z tym zerwali, by poświęcić się wykazaniu złożoności struktury przedmiotu. Umieszczają go w kostce i malują obok siebie uzyskaną siatkę każdej powierzchni.

No, chyba zbyt szczegółowo wdaję się w temat. Może jeszcze dodam, że kubiści odeszli od pokazywania piękna na rzecz podkreślania deformacji i zniszczenia.

 

Fot. 14,15

W sztuce użytkowej w 1947 roku po raz pierwszy użyto nazwy New Look.

Czy New Look jest kubizmem? O, nie! Jednak śmielej posłużę się tu terminem abstrakcji. Ceramicy nie pokazują już sielskich obrazków zakochanych par, bukiecików kwiatów, apetycznych owoców. To szlaczki, drobne rzuciki, kreski, kratki, rozlane plamy. Jeżeli nawet to owoce czy warzywa, to są przerysowane jakby w stylu dzieła przedszkolaka. Specyfiką polskiego New Look są zabawy polewami. Teraz już nie jest możliwy powrót do takiej twórczości, ponieważ wielu tlenków nie można używać ze względu na ich szkodliwość. Kiedyś eksperymentowano na okrągło, ale tajemnice niesamowitych zdobień tamci ludzie zabrali do grobów.

 

Fot. 16,17



Jak było w Kole? W omawianym okresie (lata 50-te i 60-te) fabryka w Kole była w cieniu sławniejszego Włocławka. Z włocławskiego Ośrodka Wzorującego przywieziono szereg pomysłowych dekoracji, ale zastosowano tylko najprostsze. Jeszcze przed połączeniem Zakładów, około roku 1970 utworzona w Kole Wzorcownia powróciła do dawnych, przedwojennych idei. Styl abstrakcyjny odszedł do lamusa. Powróciły kwiaty.

 

Fot. 18,19

Teraz będzie o moich doświadczeniach z pikasiakami. Są minimalne. O ile nigdy nie potrafiłam ładnie rysować, to w moich czasach każdego dnia w pierwszej klasie w zeszycie pracowicie kreśliło się kolorowe szlaczki. Ciachałam je niemal maszynowo. Trzaskałam elementami geometrycznymi. Nawet nie wiedziałam jak blisko jestem ówczesnym stylom w sztuce 🙂 Z racji braku talentu malarskiego darzę ogromnym szacunkiem umiejętność odwzorowywania piękna realnego świata, a mam w pogardzie wszelkie abstrakcyjne esy floresy, które można robić poprzez rzucanie pomidorami w ścianę. Picasso, jak dla mnie, nie namalował niczego co mogłabym powiesić w domu, a na pewno posiadanie jakiejkolwiek ceramiki w stylu New Look nie byłoby przedmiotem dumy. Jedyne co uznaję za ciekawe, to zabawy polewami na kamionkach i porcelicie. Kiedy zaczęłam kupować fajans na allegro, wyszukiwarka pokazywała mi też pikasiaki. Byłam zdegustowana.

 

(edycja 2020: zaczęłam z czasem podziwiać niektóre pikasiaki, jednak nie na tyle, żeby kupić do domu jakikolwiek).(edycja 2021 – jeden już kupiłam 🙂 )

 

Nie dość, że nie widać na nich ręki i talentu malarek, udają nieudane i są przeważnie dla mnie po prostu brzydkie, to jeszcze nieprzyzwoicie drogie. Twierdziłam zawsze, że kolekcjonerzy to ludzie, którzy mają nierówno pod sufitem. Jak można wydać kupę kasy na takie byle co? Sama jednak robię to samo, bo wydaję pieniądze na fajans kwiatowy, który inni wyrzucają do śmietników.

 

Fot. 20,21



Podczas pierwszej mojej wizyty w Starym Świecie, Król wyjaśnił mi, że popyt na pikasiaki jest bardzo duży i kolekcjonerzy spokojnie, bez mrugnięcia okiem wydają na nie duże kwoty. No tak, ja nie jestem człowiekiem, który na takie wydatki w ogóle mógłby sobie pozwolić. Może ich stać na takie fanaberie? Tak czy siak, pikasiaki dla mnie to asortyment całkowicie ignorowany. Z czasem zaczęłam poznawać innych wielbicieli fajansu. Jakże zdumiało mnie ich zafascynowanie pikasiakami. No cóż, różne są zboczenia. Skoro ich to emocjonuje…

 

Czytelnicy tego bloga wiedzą, że czasem opisuję inne tematy. Kilka lat temu postanowiłam więc, że o pikasiakach też wypadałoby coś wystukać. Dlatego cały czas zbieram materiały do gazetki na ten temat. Jakieś minimum należałoby znać.

 

Fot. 22,23

 

Teraz już o samej wystawie. Była otwarta od 10 lipca 2017 roku. Wernisaż odbył się 13 lipca. Szczęście było już bardzo blisko, bo wybieraliśmy się wszyscy z kilku miejsc w Polsce. Fajnie byłoby się razem spotkać i pogadać. Niestety, przyjaciele z Warszawy i Włocławka mieli ważne obowiązki zawodowe. Tylko ja dojechałam w tym dniu z mężem i córką. Miałam zaszczyt zapoznać się w realnym świecie z kolskim kolekcjonerem, Panem Piotrem Śniegockim. To głównie jego zbiory mieliśmy okazję podziwiać. Wcześniej anonimowo trafialiśmy na siebie w internecie, ale nie kojarzyłam z kim miałam przyjemność.


Fot. 24,25


Stała wystawa o fajansie została zorganizowana w ratuszu. O tym też wkrótce napiszę, bo po wernisażu Pan Piotr zaprosił nas do jej obejrzenia.

 

Fot. 26,27



Wystawa czasowa z pikasiakami malowanymi pięćdziesiąt lat temu w Kole zajęła dwie sale w budynku Muzeum Technik Ceramicznych. Na parterze zebrano eksponaty z ciekawymi glazurami. Wyżej dominowały fajanse malowane. Na górze kilka prac podpisano nazwiskami malarek. Jedną znacie już z moich opowieści. To Pani Helena Majewska. Kiedyś mam nadzieję zrobić wpis o niej samej. Dziś tylko zaznaczę, że bardzo ucieszyło mnie zobaczenie jej prac również w tym stylu. Bardzo zdolna artystka. Bez niej Koło powojenne zeszłoby całkiem na psy. Była dla kolskiego zakładu poniekąd kołem ratunkowym, bo jej pomysły owocowały bardzo ciekawymi malaturami. Uważam, że nie pikasiaki zasługują na uwagę i wysokie ceny, a właśnie prace tej kobiety. Mimo to, że nie są one w stylu fajansu włocławskiego, to mam prawdziwą satysfakcję, że posiadam również jej prace w kolekcji. Sami możecie na tych zdjęciach zobaczyć, że malowała bardzo pewnie i oryginalnie.

Fot. 28


Temat wystawy czasowej w Kole nie jest przejawem lokalnego patriotyzmu, a przynajmniej nie tylko. O stylu New Look wydano kilka książek, które są nieprawdopodobnie drogie.

 

W 2012 roku taką wystawę zorganizowało również muzeum we Wrocławiu. Udało mi się dotrzeć do ich plakatu. Wrzucam też drobny cytat z zaproszenia:

“Pierwsza w Polsce prezentacja kładąca nacisk na dokonania Ośrodków Wzorcujących zakładów porcelany, porcelitu i fajansu – państwowych fabryk w Wałbrzychu, Jaworzynie Śląskiej, Chodzieży, Ćmielowie, Bogucicach, Pruszkowie, Tułowicach, Włocławku i prywatnej katowickiej wytwórni Steatyt.”

 

Fot. 29

Oficjalna relacja z wernisażu w Kole na stronie muzeum zawiera oprócz tekstu sporo zdjęć.

Zachęcam osoby zainteresowane do ich obejrzenia.

http://www.muzeum-kolo.pl/pl/index.php?option=com_content&view=article&id=537:wernisa-wystawy-kolski-new-lokk&catid=13:aktualnoci&Itemid=26

Fot. 30,31

 

Edycja do zdjęcia nr 31 (2021): więcej informacji o Helenie Teodorowicz znajdziecie w gazetce nr 233 z 2019 roku.