2019 – Nr 232 – Wystawa Fajans Kolski w dwudziestoleciu 1919-1939 – w hołdzie Czesławowi i Krystynie Freudenreichom

2019 – Nr 232 – Wystawa Fajans Kolski w dwudziestoleciu 1919-1939 – w hołdzie Czesławowi i Krystynie Freudenreichom

 

Edycja: gazetka była opublikowana w blogu 6 grudnia 2019 roku

 

Kochani, osiołkowi w żłoby dano. W jeden owies, w drugi siano…. Niestety, mnie też się to przytrafiło. Dwa miasta, dwie wystawy czasowe i w obu wernisaże w tym samym momencie. Które miasto wybrać? Włocławek czy Koło? Do ostatniego dnia się wahałam, czy za Łodzią skręcić w A2, czy lecieć dalej na północ trasą A1. W końcu 26 XI 2019 roku pojechałam jak po ogień do muzeum we Włocławku i w ciągu kilku minut zrobiłam kilka zdjęć ceramiki z nowej wystawy. Potem pomknęłam na wernisaż do Koła. Zdążyłam na rozpoczęcie, ale ludzi było tak dużo, że nie udało mi się wejść na salę. W końcu, po kwadransie podjęłam decyzję, że nie po to gnałam jak szalona, żeby siedzieć w szatni. Wepchnęłam się więc skutecznie aż do prelegentów. Z powodu tłoku i tak niewiele usłyszałam. Ciężko nawet było robić zdjęcia.

Dzisiejsza gazetka nie zawiera teorii. Wszystkich szczerze odsyłam do przeczytania najpierw gazetki numer 204 sprzed kilku lat. Tam przedstawiłam Czesława Freudenreicha, historię zakładu i wyroby z tamtego okresu. Z tamtej gazetki jestem naprawdę zadowolona.

 

Oto link:

https://staryswiat.pl/produkt/2015-nr-204-swietnosc-kola-trzy-pokolenia-freudenreichow/

 

Co znajdziecie w dzisiejszej? Garść zdjęć z aktualnej wystawy. Zorganizowano ją w 80-tą rocznicę rozstrzelania przez Niemców Właściciela fabryki i jego Córki. Część eksponatów już znacie. Prezentowany fajans pochodzi z prywatnej kolekcji Piotra Śniegockiego i zasobów muzeum w Kole. Serdecznie zapraszam w imieniu organizatorów i swoim do obejrzenia wystawy własnymi oczami. Naprawdę jest co podziwiać.

 

Zapraszam do gazetki.

 

Fot. 1 – Na zdjęciu ja z plakatem.

Wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww

 

Nr 232 – WYSTAWA FAJANS KOLSKI w DWUDZIESTOLECIU 1919-1939 w hołdzie CZESŁAWOWI i KRYSTYNIE FREUDENREICHOM

 

 

Aż wstyd, że w gazetce o obecnej wystawie czasowej nie będę pisała o Człowieku, któremu jest poświęcona. Odsyłam wszystkich zainteresowanych do gazetki nr 204 sprzed kilku lat na temat Czesława Freudenreicha. Niezainteresowanych też, bo naprawdę warto przeczytać cokolwiek o tym wielkim Człowieku, zasłużenie przez duże “C”.

 

Wystawa była bardzo ciekawa, więc musiałam porobić składanki, żeby móc pokazać Wam jak najwięcej. Moje gazetki bowiem nie mogły mieć w sumie więcej niż 30 zdjęć.

 

 

Na pierwszej zobaczycie portret Czesława Freudenreicha, ale też jego karykaturę ofiarowaną do muzeum właśnie w trakcie wernisażu.

Na dole dorzuciłam ciekawy gadżet reklamowy.

Kojarzy mi się z krążkiem do gotowania mleka (kipichron).

 

 

Fot. 2

Wybaczcie, że nie pokażę Wam najważniejszych naczyń z tej wystawy. Kolekcjonerzy zobaczą je w Kole. Czesław miał kilka córek i ich imionami nazwał serwisy. Ostatnio np. udało się zdobyć przypadkiem, bo w pustostanie, w którym jakiś zwierzak miał małe, talerz sygnowany LILA. To było zdrobnienie imienia Alina, a tak miała na drugie imię Krystyna, która była rozstrzelana razem z ojcem.

 

 

Kolejny talerz jest szczególny. To nie jest naczynie na sprzedaż. Został podpisany przez wiele osób dla Czesława na pamiątkę. Taki dowód uznania, szacunku i wdzięczności.

 

Fot. 3

A teraz już tylko fajans.

 

W muzeum wchodzi się do przedsionka. W nim stanęły dwie zacne gabloty ufundowane przez Geberit. To firma, która jest aktualnym właścicielem słynnych nawet za granicą Zakładów Wyrobów Sanitarnych “Koło”. Jak przystało na tradycję Koła i tych zakładów, to w nich pokazano fajansowe przedmioty używane w łazienkach okresu międzywojennego. Pokażę Wam tylko dwa zdjęcia. Jednak tych zestawów było dużo więcej, a każdy piękniejszy od poprzedniego.

 

Fot. 4,5

W przedsionku podziwialiśmy zestawy do mycia, jednak Koło specjalizowało się ponad sto lat w innych naczyniach pierwszej potrzeby.

Wstydliwie schował się na jakimś parapecie fajansowy basen

 

Fot. 6

W gablocie stały dwa duże fajansowe wiaderka. W jednym coś podobnego do dużego “lejka”. W luźnych rozmowach z innymi zwiedzającymi zastanawialiśmy się wszyscy do czego mogły służyć. Wreszcie wysłałam fotkę Przyjacielowi, który nas wszystkich oświecił. W PRL-u tysiące Polaków używało zwyczajnych metalowych wiaderek do załatwiania się bez wychodzenia na mróz i w nocy. A tu okazuje się, że ktoś wpadł na pomysł produkowania specjalnych wiaderek z fajansu. Zadziwiający pomysł. Przecież to, i ciężkie, i tak łatwe do stłuczenia podczas opróżniania. Ja bym na pomysł takiego asortymentu nie wpadła, choć przyznaję, że takie przeznaczenie tajemniczych wiaderek podejrzewałam od razu.

 

Fot. 7

Następna składanka, to wielkie donice i bardzo stare wazony. Takie średniej wielkości. Zresztą wazony pokażę też na następnych zdjęciach.

 

 

Fot. 8,9,10

Teraz pokażę Wam kilka drobiazgów. Wazonik, puzderko, mleczniki…

Zwróćcie uwagę na musztardnicę. Jeszcze parę ich tu zobaczycie. Dla mnie musztardnica była kilka lat temu wielkim odkryciem. Malusieńka waza. Jak dla lalek. Coś przepięknego. Patrzę na nie zawsze jak na arcydzieło z kompletu carskiej porcelany. Najciekawsze, że często je spotykałam na allegro. Zawsze wyobrażałam sobie, że są wielkości sosjerki i nie dociekałam jakie są naprawdę. Cacuszko w dłoni…

 

 

Fot. 11,12

Skoro jesteśmy przy mlecznikach, to spójrzcie na inne części serwisów do herbaty lub kawy.

 

Fot. 13,14

 

A teraz ja 🙂

Na tym zdjęciu fajans jest ledwo widoczny. Chodziło mi o to, żebyście mogli zobaczyć skalę. Będziecie mogli sami przekonać się jak duże są łabędzie, a przede wszystkim POJEMNIKI NA ŚLEDZIE. Zobaczenie ich na tej wystawie, to była dla mnie wielka przyjemność, bo kiedyś już opracowałam gazetkę o takich pojemnikach różnych producentów (gazetka nr 190). Bardzo interesujący temat, a naczynie współcześnie bardzo rzadko spotykane. Może dlatego, że już nie jadamy śledzi tak często, a i rodziny są mniejsze.

Zrobiłam powiększenie samych śledzi z wieczek. Jak pięknie są wybarwione!

 

 

Fot. 15,16

Na kolejnej składance jest lepsze ujęcie łabędzia, ale tu chciałam głównie pokazać fajansowe naczynia do musztardy. W PRL-u, a i dzisiaj, kupujemy ją w słoiczkach szklanych. Kto wymyślił sprzedawanie w fajansie? Jestem naprawdę zaskoczona. W narożniku dokleiłam zdjęcie kropielnicy z Matką Bożą o wysokości 14 cm.

 

 

Fot. 17

 

Skoro zaczęłam pokazywać pojemniczki, to zobaczcie kilka zestawów puszek na produkty spożywcze do kuchni.

 

 

Fot. 18,19

W tym momencie muszę coś zastrzec. O ile druga połowa XX wieku to okres malowania ręcznego, to sto lat temu dominowały inne techniki zdobienia. Ci, którzy zajrzeli do gazetek archiwalnych mogli przeczytać, że były stosowane szablony albo kalkomanie. Sprowadzane były z zagranicy i wszystkie wytwórnie używały takich samych kalkomanii. Praktycznie każdy producent miał swoją recepturę masy, z której odlewał naczynia, ale kształty często podpatrywali u innych, a same obrazki absolutnie nie były żadnym wyróżnikiem. Na następnych zdjęciach właśnie pokazuję Wam rodzaje kalkomanii. Kwiaty, ludzie, zwierzęta, owoce…

 

 

Fot. 20,21,22,23,24,25

Na piętrze zebrano serwisy stołowe.

Weźcie pod uwagę, że mimo upływu stu lat, udało się zachować sporo części.

 

 

Fot. 26,27

Na następnym zdjęciu możecie zauważyć malutką musztardnicę obok wazy na zupę. Ogromna różnica!

 

 

Fot. 28

 

Teraz może mało ciekawe zdjęcie, bo ten fajans pozostał biały, taki zwyczajny. Chciałabym jednak je skomentować. Spotykacie wazy w stołówkach. W wielu domach wazy wyciąga się już tylko podczas świąt. Ale dawniej wazy były w każdym domu. Nie było telewizorów, kobiety nie pracowały zawodowo, więc rodziny w komplecie zasiadały przy okrągłych stołach, a na środek wjeżdżała ona – waza!

 

 

Fot. 29

 

Na deser zostawiłam sobie do opisania dwa najciekawsze przedmioty.

 

Pierwsza jest sosjerka. Ale inna niż wszystkie. Uznałam ją za najciekawszy kształt na całej wystawie. Ma pośrodku parę uszu. Nigdy, przenigdy nie widziałam takiego rozwiązania. Sfotografowałam ich kilka, bo stały w wielu miejscach, w różnych malowaniach.

 

 

Fot. 30

 

No i prawdziwa tajemnica tej wystawy. Niepozorny wazonik. W zamieszaniu nie spojrzałam na sygnaturę. Bardzo ciekawie spływające szkliwo. Zupełnie nie pasuje mi do okresu międzywojennego. Pikasso to jednak lata 60-te. Miałam już w rękach wazonik w podobnych barwach. Kupiłam go jako swojego rówieśnika z Koła. Który jest błędnie datowany? Trzeba to będzie z czasem ustalić. W tej chwili nie mam dostępu do żadnej sygnatury. Pozostawiam więc też Was w niepewności. Może ktoś zna odpowiedź?

 

 

Fot. 31

Wystawa będzie czynna do końca stycznia 2020 roku. Koniecznie się wybierzcie, bo naprawdę warto. Wiele naczyń jest wyeksponowanych pierwszy raz. Nie wiadomo kiedy znowu będzie podobna okazja.