2014 – Nr 183 – Zalipie, Młodzawy i Ojcowizna – Cz. III

2014 – Nr 183 – Zalipie, Młodzawy i Ojcowizna – Cz. III

Edycja: gazetka z dnia 6 listopada 2014 roku.

 

 

W tej gazetce pokażę Wam m.in. gospodarstwo malowane w czerwone maki we wsi Zalipie. Zajrzymy też do słynnego ogrodu NA ROZSTAJACH w Młodzawach Małych, a zakończymy dzisiejszą wycieczkę w Falbowie i okolicy. Jeden z naszych znajomych paralotniarzy obdarował nas kilkoma zdjęciami z lotu ptaka. Mieliśmy też zaszczyt gościć w Falbowie Pana Jana, który kilka lat temu przekazał nam Bajkowy Dom Marzeń.

Zapraszam do gazetki.

Na zdjęciu oczywiście jesteśmy my podczas uwieczniania faktu odnalezienia kolejnego św. Jana Nepomucena na trasie Falbów – Zalipie.

Fot. 1

 

2014 – Nr 183 – ZALIPIE, MŁODZAWY i OJCOWIZNA – cz. III

 

Jechaliśmy powoli wypatrując kolejnych malowanych domów. To dziwne i smutne, ale nie wszyscy mieszkańcy Zalipia podtrzymują tradycję. W pewnej chwili przy drodze z daleka zobaczyliśmy betonowy kwietnik z czerwonymi makami. Tak, naprzeciwko było gospodarstwo przepięknie ozdobione na wiele sposobów.

Fot. 2

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Już na bramie wisiały klasyczne zalipiańskie maki. Teraz możecie je zobaczyć w pełnej krasie. Ja maluję je odrobinę inaczej, bo nie mam zielonej obwódki wokół żółtego środka.

Fot. 3

 

Na tej fotce już widać bogato ukwieconą ścianę budynku.

Fot. 4

 

Przed bramą postawiono wysoki stojak z bocianem i dużymi planszami. Ciężko je było sfotografować z powodu silnego słońca.

Fot. 5

 

W głębi podwórza widać psia budę i studnię.

Fot. 6,7

 

Pod koniec dnia pojechaliśmy do Państwa Trójniaków. Są właśnie w trakcie instalowania klasycznego, wielkiego pieca chlebowego. Z tyłu jest nawet znane z bajek miejsce do spania.

Fot. 8

 

Wśród pamiątek znalazłam studnię, nowe wzory malowanych kwiatów i oczywiście uwieczniłam jak zwykle pojemnik na zapałki.

Fot. 9,10,11

 

Zanim opuścimy malowaną wieś spójrzcie jeszcze na kilka innych kolorowych budynków. Warto

Fot. 12,13,14,15

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww

MŁODZAWY MAŁE

 

W okolicach Pińczowa jest trzypoziomowy, prywatny ogród botaniczny NA ROZSTAJACH. Właściciele w wyznaczonych terminach udostępniają go licznym zwiedzającym. Ogród, a więc rzadkie i piękne rośliny, ale nie tylko. W Młodzawach Małych zobaczycie też małe zoo z różnymi ptakami. To wiele gatunków bażantów, kaczki, łabędzie czarne, gołębie, papugi, pawie i inne.

Fot. 16,17,18

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

W ogrodzie rozmieszczono wiele drewnianych rzeźb. Nie brakuje też kaskad wodnych.

Fot. 19,20,21,22,23

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymajmy się chwilę przy arcyciekawej roślinie. Miałabym ochotę opowiadać Wam o niej bardzo długo, bo jest o czym. To Ginkgo biloba. W Polsce często nieprawidłowo zwany miłorzębem japońskim. Tymczasem to drzewo pochodzi z Chin. Do Polski trafiło w XVIII wieku. To gatunek reliktowy. Jest przedstawicielem innej epoki, czyli to niedobitek roślin, które kiedyś dominowały na Ziemi. Miłorząb dwuklapowy to roślina nagozalążkowa. Znamy takie, bo do tej grupy należą rośliny iglaste. Jednak liście miłorzębu nie przekształcają się w igły i opadają na zimę. Miłorząb to drzewo dwupienne. To słowo oznacza, że do wydania nasion potrzebne są dwa drzewa: mama i tata. Z powodzeniem stosuje się jednak wszczepianie gałązek żeńskich w drzewa męskie. Byłoby zresztą co opowiadać, ale myślę, że najważniejsze jest obalenie pewnego mitu. Miłorząb jako gatunek prastary jest reklamowany jako środek na długowieczność. No i tu wychodzi naiwność ludzka. Nasiona są jadalne, ale żadne badania nie potwierdziły przypisywanego roślinie pozytywnego wpływu na schorzenia związane z wiekiem. Co gorsza, jego przyjmowanie nie zmniejsza, a ZWIĘKSZA ryzyko udaru. Szczególnie groźne skutki przynosi łączenie miłorzębu z lekami rozrzedzającymi krew (np. aspiryna). A więc nie dawajcie się oszukiwać reklamom!!!

 

Wybaczcie przydługą wstawkę o miłorzębie, ale w liceum trzy lata uczyłam się zielarstwa*) i najbardziej interesowały mnie zawsze możliwe złe skutki zastosowania „nieszkodliwych” ziół. A niestety, studia medyczne pomijają te tematy. Nawet dyplomowany lekarz może nie posiadać prawdziwych informacji. We wszystkim trzeba być ostrożnym i sprawdzać skutki proponowanych ziołowych kuracji. Jednemu pomoże, drugiemu nie zaszkodzi, a trzeciemu… no właśnie…

Fot. 24

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Edycja: *) to było jeszcze w PRL-u. Na potrzeby Herbapolu utworzono specjalne klasy przy liceum ekonomicznym. Herbapol działał w całym kraju, więc ktoś nawet dobrze to przemyślał, bo w naszej klasie ulokowano ponad 40 dziewcząt z różnych stron Polski. Uczyłyśmy się zielarstwa i miałyśmy praktyki w warszawskich sklepach Herbapolu oraz w zakładzie produkcyjnym w Pruszkowie. Zabawne było to, że nazwa naszego zawodu brzmiała technik drogistowski. Nikt nie wiedział co to jest i nawet niektóre dziewczyny zatrudniły się w firmach transportowych. W tamtych czasach ludzie zwykle pracowali w zawodzie, ba, nawet przez całe życie tylko w jednym miejscu. Bezrobocia nie było.

 

WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW

BUSKO ZDRÓJ

 

Po drodze wstąpiliśmy na obiad. Tylko gdzie tym razem? Poprzednio nie bardzo nam się udało… Teraz wyszukałam lokal wcześniej w Internecie. Pasjonuję się programami Magdy Gessler, więc wchodząc do knajpy zastanawiam się co w niej jest ok, a co niekoniecznie po odkryciu mnie ucieszy. Wybrałam Busko Zdrój. W nim jest Pizzeria Corleone.

Opinie są różne. Wśród naszej trójki też. Ceny bardzo niskie, pierogi klejone na miejscu, na zamówienie przy kliencie robione są soki warzywne lub owocowe, czas podawania dań jest bardzo krótki. Wystrój jest fajny. Jeden ze stolików jest jakby w altance wewnątrz budynku, drugi ustawiono w saniach! Na zewnątrz jest też ogródek, w którym można zjeść.

 

Ja pokażę Wam część z kominkiem i kredensami, bo zaintrygował nas stolik. Ktoś pomysłowo umieścił blat na karpie. To dolna część pnia, z której rozchodzą się korzenie.

Dlaczego zdania są podzielone? Ja z córką wzięłam barszcz. Dla mnie był wspaniały, dla niej za ostry. Pierogi dla mnie były za słabo doprawione, ale może to tylko takie wrażenie po pikantnym barszczu? Zapomniałam już co nie pasowało Włodkowi. W każdym razie ja zdecydowanie następnym razem wybieram się ponownie do Corleone

Fot. 25,26

 

WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW

FALBÓW

 

No i wracamy do Falbowa. Odwiedził nas w końcu najbardziej oczekiwany gość. Pan Jan z bólem serca kilka lat temu przekazał nam klucze do domu swojego dzieciństwa. Przyjeżdżał potem do rodziny co roku, ale jakoś nie udawało nam się spotkać. Wiedział, że uszanowaliśmy wszystkie pamiątki po poprzednich mieszkańcach, ale samego domu nie miał okazji dotąd obejrzeć. Nareszcie się udało pokazać wszystko od A do Z. Niestety, wciąż nie mam na ścianie portretów śp. Państwa Grochalów, którzy ten dom budowali, więc tej kropki nad „i” Pan Jan jeszcze tym razem nie zobaczył.

Fot. 27

 

A teraz paralotniarz. Kiedyś już go sfotografowałam i pokazałam nawet w blogu, ale w tym roku oblatywał Falbów wielokrotnie.

To już nie był przypadek, bo to Znajomy z pracy Włodka, więc nawet mogliśmy sobie pomachać.

Fot. 28,29

 

Lotnik zrobił też serię zdjęć.

Stodoła na pierwszym planie jest nasza. Również budynki z brązowymi dachami.

Fot. 30

 

Kolejne zdjęcie pokazuje podwórko bez stodoły.

Fot. 31

 

wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww

BEDLNO

Potem paralotniarz przeleciał cztery kilometry dalej i uwiecznił nasz kościół parafialny w Bedlnie. Te dwa zdjęcia pokazują widoczki cukierkowo śliczne. Tak jakby to nie była prawdziwa wieś, a makieta.

Fot. 32,33