2015 – Nr 206 – Podwórze w Falbowie wiosną 2015

 

gazetka opublikowana 25 czerwca 2015 roku

Ostatnio jest kiepsko, a nawet fatalnie z dostępem do internetu. Spróbuję napisać gazetkę, ale czy uda się ją opublikować?

Dzisiaj wiadomości najprostsze z możliwych. Żadnych mądrości. Żadnego fajansu. Pokażę tylko nasze podwórko, a jeszcze nigdy nie było tu tak pięknie. A jak Pan Bóg pozwoli, to jeszcze tu się wiele z czasem zmieni. Już zaczęłam sezon malarski.

Ktoś chce zobaczyć Falbów od zewnątrz?

Proszę nacisnąć poniższy link:

Na zdjęciu jest wnętrze kapliczki.

Fot. 1

2015 – Nr 206 – PODWÓRZE w FALBOWIE WIOSNĄ 2015

Zaczęłam od kapliczki celowo. W parafii, w której mieszkamy, jest zwyczaj organizowania mszy świętych „grodzkich”. Odbywają się kolejno w każdej wsi. W naszej zawsze były na skraju lasu pod Krzyżem. To akurat 150 metrów od naszego domu. Ciekawa byłam, gdzie będzie w tym roku. Tradycja jest fundamentem, ale przecież od roku mamy kapliczkę…? Proboszcz nie miał wątpliwości – mszę postanowił odprawić u nas. Tak więc najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy było właśnie to spotkanie mieszkańców wsi w Falbowie. Co prawda połowa siedzeń została pusta, ale ludzi stojących przy bramie było bardzo dużo. Ot, norma…

Fot. 2

Był też smutny akcent: to była ostatnia msza święta naszego Proboszcza przed nagłym przeniesieniem. Tego się nikt nie spodziewał, bo ksiądz był dopiero rok i bardzo ludziom przypasował. No cóż, odszedł tam, gdzie trzeba było ludzi uspokoić. Naprawdę szkoda…

Na poniższym zdjęciu ponownie zaglądam do kapliczki.

Fot. 3

A teraz już przystępujemy do malowania. Na początku zobaczcie płyty styropianowe. Przez zimę zrobił je nam Sąsiad. Styropian obciąga się siatką i tynkuje klejem. Na fotce widzicie moment gruntowania.

Fot. 4

 

Kolejny etap to malowanie na biało.

Niezależnie od ostatecznego koloru tła, pierwsza warstwa musi być biała.

Fot. 5

Może przypomnę Wam skąd pochodzi pomysł tych płyt? Z Zalipia. To tam na niektórych domach wiszą takie płyty. Obfotografowałam wiele z nich w zeszłym roku. Nie mogłam się już doczekać kiedy zapełnię nimi Falbów, a może nie tylko?

Płyty mają z tyłu wypuszczone druty, żeby było je jak zamontować. Pierwsze w Falbowie mają być płyty na ogrodzeniu. Sąsiad ma piękny drewniany dom, ale porujnowane budynki gospodarcze. Do tej pory widok był jako taki. Teraz wyciął z granicy drzewa i kiedy patrzę przez okno mam nieciekawy widok na obskurne, gołe budynki. Kiedyś poproszę Sąsiada o zgodę na ich zamalowanie. Teraz postanowiłam powiesić na ogrodzeniu kolorowe zalipiański płyty, żeby to na nich zatrzymywał się wzrok.

Fot. 6,7,8

Zanim popracuję nad płytami pokażę Wam beczki.

Zgromadziłam ich wiele przez zimę. Stan ich jest fatalny. Ani jedna nie trzyma wody, większość się rozsypuje, obręcze spadają. Mam niezły orzech do zgryzienia jak je wzmocnić, żeby u nas jeszcze trochę postały. Docelowo chcę je pomalować po zalipiańsku jak tą stojącą z boku. Na początek zajęłam się obręczami. Są odrdzewione i zaminiowane. Nie powinno się tego robić, ale postanowiłam wzmocnić drewno impregnatem. No cóż, to nie są beczki użytkowe, tylko do ozdoby. Kupiłam inny niż w zeszłym roku kolor, ale czy to była dobra inwestycja? Trudno, po prostu będę miała dekorację w różnych odcieniach.

Fot. 9

Doczekałam się w tym roku pierwszej wiosny z wybuchem roślinności. Jeszcze są na podwórzu puste, niezarośnięte miejsca po budowie, ale tym razem nie mogłam się nadziwić i nacieszyć. W końcu nie mam wokół domu klepiska. Paprocie wystrzeliły tak bardzo, że zasłaniają ozdobne płotki, malowidła na ścianach i beczki. Na dodatek przyjęła się część roślin wieloletnich, więc nawet mamy kwiaty. Nawet nie martwię się, że bardzo opóźniły mi się siewy słoneczników. I tak jest ślicznie.

Fot. 10,11,12,13,14,15,16

Jeszcze pokażę Wam miejsce mniej piękne, ale i tak ważne.

To moja PLANTACJA. Szumnie nazwałam tą część działki. Na niej wysadziłam mnóstwo krzewów owocowych. Tylko, że potem je zaniedbałam. Może w końcu w tym roku je trochę opielę i nawiozę? Niektóre są zadbane. Na przykład borówki amerykańskie są wręcz oklejone owocami, aż serce rośnie.

Fot. 17

A teraz do dzieła! Płyty wisiały na ogrodzeniu dość długo, bo albo padało, albo nie miałam czasu i sił.

Zaczęłam od klasycznego bukietu. Oczywiście mam już swoje własne wzory kwiatów, nieco różniących się od zalipiańskich. Podobają mi się i często je stosuję. Niestety, o ile bukiet mi się podoba, to jednak okazał się słabo widoczny z drogi. Motywy powinny być większe jeżeli miały zatrzymywać wzrok przy patrzeniu z daleka. No cóż, pierwsze koty za płoty…

Fot. 18,19,20

Postanowiłam więc na drugiej płycie umieścić tylko cztery bardzo duże kwiaty i na dodatek zastosować małą liczbę kolorów. Wybrałam niebieski i fiolety. Jednak korciło mnie domalowanie kurpiowskich całusków. Mam już takie na studni. Rodzina Męża w Polsce pojawiła się w Kurpiach Białych, dlatego akcent z tamtych okolic musi istnieć też w Falbowie. W trakcie malowania tradycyjnie zmieniałam koncepcję. Całuski to symetryczne, dwustronne wycinanki. Ptaszki opierają się na drzewku. Ponieważ planowałam tylko cztery duże kwiaty, to drzewka nie brałam pod uwagę. Tu miała być tylko łodyga. Jak zobaczycie dalej wszystko zmodyfikowałam. Ptaszkom dałam do dziobania jagódki, dorzuciłam garść drobnych kwiatków i zastosowałam wariację zaburzanej symetrii. To jest dla mnie bardzo charakterystyczne. Niby geometria, a jednak coś zmieniam, żeby nie było identycznie. Tak, żeby patrząc chciało się szukać różnic między stronami.

Przy okazji znowu uwidoczniła się moja specjalność. Potrafię wywoływać deszcz. Wbrew prognozom pogody. Wystarczy zabrać się do malowania. Dlatego musiałam kilka razy w ciągu dnia szybko zasłaniać wszystko foliami. Trochę się rozmyło, ale już poprawiłam.

Fot. 21,22,23

Efekt końcowy? Sama nie wiem czy udany? Widoczność dużych kwiatów i ptaszków jest dużo lepsza niż na pierwszej planszy. Jednak drobnica znowu zagęściła malowidło. A tego nie chciałam. Zobaczcie sami.

Fot. 24,25

Wczoraj ruszyłam do trzeciej planszy. Od dawna tu zaplanowałam wyłącznie słoneczniki. Jednak korciło mnie coś jeszcze… A jakby pomiędzy kwiatami ukrył się mój książkowy Lisek? Ot, pomarańczowy łepek wśród pomarańczowych kwiatów… Ale jak go namalować? Przecież nie potrafię. Lisek Pana Mariusza jest zbyt trudny do powielenia. Może znajdę jakiś wzór w Internecie? Ale jak? Przecież od dawna nie mam internetu… Milowymi krokami zbliżał się dzień malowania, a projektu lisiego łebka nie było. Rano wstałam z koncepcją najprostszą z możliwych. Ot, trójkąt z uszami, oczami i kulką nosa. Naszkicowałam i nagle olśniło mnie!!! Jaka jestem niemądra!!! Przecież Lisek w mojej książce miał przez dwa lata konkretny wygląd, a raczej MIAŁ MIEĆ konkretny wygląd. Miał być przecież modyfikacją kotów Pana Piotra Piskorza. A te patrzą na mnie z obrazów całe dnie. Takiego lisa mogę namalować z zamkniętymi oczami. I to nie sam łepek, a całość postaci. Wybiegłam do ogrodu i zamiast słoneczników wskoczył na planszę Lisek rodem z krainy Pana Piskorza. Błyskawicznie wyrosły słoneczniki. Jeszcze nigdy żadne malowidło nie było tak łatwe i tak szybko gotowe. Zajęło mi tylko trzy godziny, zamiast dwóch, trzech dni.

Nie pokażę Wam teraz etapów malowania tej planszy, bo powstawała zbyt szybko by je uwieczniać.

Fot. 26

Z daleka (z okna na pierwszym piętrze) wygląda to tak.

Fot. 27,28

A teraz zobaczcie wszystkie trzy plansze z bliska. Każda jest w innym stylu.

Który podoba Wam się najbardziej? Zalipie w wersji Falbankowej na pierwszej płycie. Zalipie z akcentem kurpiowskim na drugiej i czysta fantazja Falbanki na trzeciej.

Fot. 29,30,31