FAJANSOWE NAZWISKA

Opis

Tata, chyba jak wszyscy pracujący ludzie, przynosił czasami do domu emocje związane z minionym dniem w zakładzie. Zdarzało się, że byłam świadkiem rozmów rodziców, pod hasłem „Jak ci minął dzień?”

Poznałam wtedy wiele nazwisk osób, których nawet nigdy nie widziałam. Nieobce mi są do dzisiaj nazwiska artystów-plastyków i projektantów oraz niektórych malarek. Wszyscy byli zatrudnieni w Fajansie lub współpracowali z tym zakładem.

Antoni Bisaga, Elżbieta Piwek-Białoborska, Wit Płażewski, Jan Sowiński…

To oni zaprojektowali dla Fajansu wiele nowatorskich wyrobów, małych dzieł sztuki, które do dzisiaj są poszukiwane przez koneserów, choćby takie słynne „pikasiaki”. Ceny tych wyrobów (np. w Desie lub antykwariatach) osiągają całkiem dobry pułap i ,zdaje się, przeżywają obecnie swój renesans.

Postać Jana Sowińskiego i jego twórczość przypomniano włocławianom w tym roku poprzez wystawę „Jan Sowiński. Mistrz włocławskiego designu.” w Muzeum przy ulicy Zamczej.

Plastyk Wit Płażewski… Mieszkał z rodziną niedaleko nas, na ulicy Chmielnej. My mieszkaliśmy na Al. Chopina. Często widywałam ich na spacerze. Pamiętam, jak zawsze podziwiałam żonę pana Płażewskiego. Była bardzo ładną kobietą, ubraną „z pazurem”, nowatorsko , jak na Włocławek.

Elżbieta Piwek- Białoborska… W tym roku mogliśmy podziwiać jej dokonania artystyczne w czasie wystawy na Festiwalu Fajansu w Browarze B.

Tata często opowiadał o współpracy z plastykami, która nie była wolna od emocji i nerwów. Wiadomo: z artystami czasami trudno się dogadać, tak już mają; żyją w świecie swojej artystycznej wyobraźni. A tu napięte terminy i wykonanie planów nieudolnie próbują sprowadzić ich na ziemię!

Znałam natomiast osobiście malarki, panie: Halinę Olesińską i Jadwigę Marciniak. Mieszkałyśmy w tym samym bloku na ulicy Olszowej. Z panią Jadwigą byłyśmy nawet sąsiadkami przez ścianę.

Panią Marciniak zaprosiłam kiedyś do mojej szkoły, do klasy wychowawczej. Dzieciaki z wypiekami na twarzy podziwiały kunszt malarski pani Jadwigi. Potem same mogły spróbować swoich sił i malowały wyroby biskwitowe w znane dekoracje fajansowe. Jako miłą pamiątkę dostały w prezencie od pani osobiście przez nią malowane piękne zakładki do książek. Było to dość dawno. Chyba 1996 rok. Ciekawe czy jeszcze mają te zakładki?

Tadeusza Wichrowskiego poznałam osobiście w Kujawskim Stowarzyszeniu Pisarzy, do którego obydwoje należeliśmy, będąc poetami amatorami.

Tadzio to znany specjalista od malowanych kogutków. Dostałam kiedyś od niego przepięknego kogutka namalowanego na kartonie. I tak dokładnie go schowałam w jakiejś książce ( żeby broń Boże nie zginął !), że do dzisiaj nie mogę go znaleźć! Ale kiedyś, przypadkiem wpadnie w moje ręce.

Wszystkie wymienione przeze mnie osoby chyba już nie żyją… Podkreślam „chyba”, bo nie mam aktualnych wieści na ten temat.

Ale na naszym włocławskim cmentarzu zadziała się pewna przedziwna historia… Otóż grób mojego Taty sąsiaduje z grobem pana Wichrowskiego. A po drugiej stronie alejki znajduje się nagrobek pan Płażewskiego.

Ot, taki przypadek…

 

Włocławek, 19.12.2022r.        Krystyna Ziółkowska-Grabowska (z d. Białobrzeska)